Ostatni dzień w Hanoi


Po wczorajszym trekkingu budzimy się tak zmęczeni, że szybko decydujemy, że nie będziemy na siłę wyszukiwać atrakcji turystycznych w Hanoi i sobie odpoczniemy. Jeśli coś nie wydaje się ciekawe nawet na pięknych zdjęciach w internecie, to w rzeczywistości tym bardziej nie będzie warte wycieczki. To nie jest tak ciekawe miasto, jak europejskie stolice i nie można spędzić tu tygodnia na oglądaniu zabytków. W ogóle w porównaniu z Europą Wietnam wydaje się taki nie do końca skolonizowany. Dziś się więc trochę kręcimy po okolicy, robimy zdjęcia i zakupy. W Hanoi jest piękna pogoda – słonecznie, ale nie gorąco. Południowochińskim zwyczajem ludzie wynieśli ptaki w klatkach na dwór, a te głośnym śpiewem domagają się zwrotu utraconej wolności. Fikusy obwieszone zwisającymi lianami, wtapiające się w stare mury to też niezapomniany widok. Trochę chyba będzie mi brakować tego śmietnika, jak adrenaliny, która przeładowuje zmysły. Tu się po prostu za dużo dzieje jak dla Europejczyka i to szaleństwo wciąga. Ludzie w Starej Dzielnicy do tego stopnia żyją na ulicy, że cześć chodnika zajęło wesele, którego goście nie mogli się zmieścić się w miniaturowych mieszkaniach-sklepach.

 

Fot. Mateusz Grochocki/East News Wietnam, Hanoi, 10.2017. Zycie codzienne w starej dzielnicy Hanoi.
Fot. Mateusz Grochocki/East News Wietnam, Hanoi, 10.2017. Zycie codzienne w starej dzielnicy Hanoi. Fryzjer uliczny.
Fot. Mateusz Grochocki/East News Wietnam, Hanoi, 10.2017. Zycie codzienne w starej dzielnicy Hanoi. Stara, kolonialna zabudowa.
Fot. Mateusz Grochocki/East News Wietnam, Hanoi, 10.2017. Zycie codzienne w starej dzielnicy Hanoi. Handlarki w charakterystycznych kapeluszach ze slomy ryzowej.
Fot. Mateusz Grochocki/East News Wietnam, Hanoi, 10.2017. Zycie codzienne w starej dzielnicy Hanoi. Slub.
Fot. Mateusz Grochocki/East News Wietnam, Hanoi, 10.2017. Zycie codzienne w starej dzielnicy Hanoi. Katedra sw. Jozefa.
Fot. Mateusz Grochocki/East News Wietnam, Hanoi, 10.2017. Zycie codzienne w starej dzielnicy Hanoi. Sprzedawczyni owocow.
Fot. Mateusz Grochocki/East News Wietnam, Hanoi, 10.2017. Zycie codzienne w starej dzielnicy Hanoi.
Fot. Mateusz Grochocki/East News Wietnam, Hanoi, 10.2017. Zycie codzienne w starej dzielnicy Hanoi. Sprzedawcy balonow.
Fot. Mateusz Grochocki/East News Wietnam, Hanoi, 10.2017. Zycie codzienne w starej dzielnicy Hanoi.
Fot. Mateusz Grochocki/East News Wietnam, Hanoi, 10.2017. Zycie codzienne w starej dzielnicy Hanoi.
Fot. Mateusz Grochocki/East News Wietnam, Hanoi, 10.2017. Zycie codzienne w starej dzielnicy Hanoi.
Fot. Mateusz Grochocki/East News Wietnam, Hanoi, 10.2017. Zycie codzienne w starej dzielnicy Hanoi. Ruch skuterow.
Fot. Mateusz Grochocki/East News Wietnam, Hanoi, 10.2017. Zycie codzienne w starej dzielnicy Hanoi. Ruch skuterow.
Fot. Mateusz Grochocki/East News Wietnam, Hanoi, 10.2017. Zycie codzienne w starej dzielnicy Hanoi. Ruch skuterow.
Fot. Mateusz Grochocki/East News Wietnam, Hanoi, 10.2017. Zycie codzienne w starej dzielnicy Hanoi.
Fot. Mateusz Grochocki/East News Wietnam, Hanoi, 10.2017. Zycie codzienne w starej dzielnicy Hanoi. Ruch skuterow.
Fot. Mateusz Grochocki/East News Wietnam, Hanoi, 10.2017. Zycie codzienne w starej dzielnicy Hanoi.
Fot. Mateusz Grochocki/East News Wietnam, Hanoi, 10.2017. Zycie codzienne w starej dzielnicy Hanoi.
Fot. Mateusz Grochocki/East News Wietnam, Hanoi, 10.2017. Zycie codzienne w starej dzielnicy Hanoi. Rodzina na skuterze.
Fot. Mateusz Grochocki/East News Wietnam, Hanoi, 10.2017. Zycie codzienne w starej dzielnicy Hanoi. Ruch skuterow.
Fot. Mateusz Grochocki/East News Wietnam, Hanoi, 10.2017. Zycie codzienne w starej dzielnicy Hanoi. Przedstawienie w gatunku horror.

 

Seksturystyka

Na pewno istnieje w Wietnamie. Widzieliśmy zbyt dużo par typu starszy białas i młoda Wietnamka w atrakcjach turystycznych (widocznie służą też jako przewodniczki) by mógłby to być przypadek. Trochę podejrzanych „salonów masażu” na przedmieściach też zobaczyliśmy. Nie jest to na pewno na taką skalę jak w Tajlandii i nie ma tu żadnej słynnej ulicy z burdelami.

 

Ołtarzyki domowe

W absolutnie każdym domu, hotelu i sklepie, który jest chociaż na tyle duży, by go pomieścić znajduje się kapliczka. Taki mały drewniany domek z czerwonymi lampkami i ofiarami z jedzenia. Służy za miejsce kultu przodków oraz… pomaga w interesach, bo tutejsi handlarze są bardzo zabobonni.

 

Ceny

Życie w Wietnamie jest tak tanie, że przy odpowiednio długim przyjeździe może się opłacać. Jeśli w kraju nie mamy akurat sezonu na pracę lub możemy robić to zdalnie, wyjazd do południowo-wschodniej Azji pozwoli więcej oszczędzić niż wydamy na bilety lotnicze. Tym bardziej, że tutaj najlepsze jedzenie jest najtańsze – pyszne wietnamskie dania są znacznie tańsze od nieudolnych podróbek amerykańskich sieciowych fastfoodów. Do tego, jak zwykle w Azji, napoje w restauracji są w cenie tych sklepowych.

 

Targowanie się

Targować się trzeba prawie wszędzie, może poza supermarketami i stacjami benzynowymi. Pierwsza propozycja sprzedawcy będzie prawie na pewno zawyżona i trzeba zgadnąć istniejącą, lecz ukrytą cenę. Jeśli zaproponujemy cenę zbyt niską, sprzedawca po prostu odejdzie bez słowa. Dziś np. kupowaliśmy pamiątki i za zakładki do książek sprzedawca zażyczył sobie 40k. Gdy zaproponowałem 10k, rozmowa po prostu się urwała.

 

Zakupy

Chcemy zrobić trochę zakupów dla siebie i jako pamiątki. Lubimy chińskie i koreańskie sklepy Miniso/Mumuso, które przypominają obecnego w Polsce Flying Tiger lub sklepy Tchibo – z mało przydatnym, ale w jakiś sposób fajnymi rzeczami. Tylko te są dla nas ciekawsze, bo azjatyckie. Pamiątki typu miejscowe rzemiosło kupiliśmy już we wioskach Hmongów, bo tam bieda aż piszczy i jest to najłatwiejszy sposób, by pozbyć się chodzącej za człowiekiem kompanii pomagaczy-sprzedawców. W końcu też znaleźliśmy supermarket, a zakupy w nim są ciekawsze niż niektóre wycieczki. Chociaż dużo jest tu produktów importowanych z Chin i Japonii (Wietnam nie ma zbyt mocnej gospodarki w porównaniu do tych ekonomicznych potęg), znajdujemy dużo ciekawych i dziwnych rzeczy jako prezenty dla rodziny.

 

Lotnisko Noi Bai

Wciąż jestem pod wrażeniem, jak biznesowi lotniczemu udaje się połączyć wizję latania samolotem jako luksus z takimi rzeczami, jak zdejmowanie kapci do kontroli bezpieczeństwa. Ceny za kontrolą paszportową też są zawsze śmieszne – za cenę butelki wody na lotnisku można zjeść obiad w mieście. My na lotnisko wzięliśmy nasze ulubione kanapki bahn mi z pasztetem, grillowaną wieprzowiną, warzywami, kolendrą i słodkim sosem chilli (dwie w cenie małej butelki wody). Kręcą się tu kobiety w tradycyjnych wietnamskich, obcisłych, jedwabnych sukienkach z rozcięciem na udzie. Podobnie ubierała się załoga w naszym hotelu i często tak widzieliśmy panie na mieście. W czasie naszego pobytu zużyliśmy całą puszkę mocnego sprayu na komary Mugga 50% DEET.