Witaj, bracie, w dżungli


W Sapa pada

Już zrozumiałem, co w mieście Sapa wydawało mi się dziwnego – ono jest zbudowane na szczycie wzgórza. Nie w dolinie, tak jak normalne górskie miasta, tylko na wzgórzu. Dzisiaj w Sapa pada (wydaje mi się, że tutaj to typowe), więc nasza wycieczka zaczyna się od przymierzania gumiaków na wycieczkę. Największe są o jakieś 5 cm za krótkie dla mnie, ale to akurat też nie jest zaskakujące. Prawdopodobnie w całej Wschodniej Azji nie mają butów w rozmiarze 44. W ogóle menedżerka naszego hotelu obiecywała, że sprzęt jest zapewniany przez organizatorów (czyli kurtki, buty i kijki a nie kilka zdekompletowanych par kaloszy). My chociaż mamy kurtki, a niektórzy z naszej wycieczki (łącznie sześć osób) mają tylko koszulki i klapki. Kupujemy sobie płaszcze przeciwdeszczowe (2000 VND), bo nie do końca wierzymy w wodoodporność naszych zapewne podrobionych plecaków. Dobrze że w ogóle je kupiliśmy, bo przejść 12 km z torbą na ramieniu byłoby torturą. Wbrew pozorom pomimo oczywistych wad (błoto utrudnia chodzenie, a wilgoć uniemożliwia oglądanie widoków), deszcz ma tez swoje zalety – gdy pada jest znacznie mniej komarów.

 

Fot. Mateusz Grochocki/East News Wietnam, Sapa, 10.2017. Trekking do wioski Lao Chai. Krajobraz polnocnego Wietnamu – tarasy ryzowe.
Fot. Mateusz Grochocki/East News Wietnam, Sapa, 10.2017. Trekking do wioski Lao Chai. Krajobraz polnocnego Wietnamu.
Fot. Mateusz Grochocki/East News Wietnam, Sapa, 10.2017. Trekking do wioski Lao Chai. Krajobraz polnocnego Wietnamu. Bambusy.

 

Niebo i piekło, i to jeszcze przed obiadem

W drogę wyruszają z nami Hmongowie (tylko kobiety i dziewczynki) z parasolami większym od siebie. Szybko okazuje się, że są tam dla naszej pomocy, która jeszcze szybciej okazuje się potrzebna. Gliniasta ścieżka w dół doliny w czasie deszczu jest bardzo, bardzo śliska. Wywracam się kilkanaście razy, brudzę niesamowicie w glinie i bawolim łajnie, i jeszcze gubię okulary. Niestety również się kaleczę o skały, a to nie jest wcale zabawne w tropikalnym klimacie (bycie brudnym w obcym łajnie, do których bakterii mogę nie mieć przeciwciał). Trudno mi uwierzyć, że moje adidasy okazują się bardziej śliskie niż kalosze i klapki. Gdybym jeszcze płakał, to teraz też bym się poryczał (niektórzy z wycieczki już tak zrobili), za to teraz wyglądam jak siedem nieszczęść i uczę Hmongów kilku polskich przekleństw. W końcu przy pomocy chyba pół plemienia (to w końcu drobne kobiety), momentami na czworaka, udaje mi się zejść na dół doliny. Ktoś robi mi zaostrzoną laskę z bambusa i to trochę pomaga, a bardzo sympatyczna przewodniczka miejscami prowadzi mnie dosłownie krok po kroku za rękę. Gdy schodzimy do doliny, myję się w strumieniu do wysokości piersi. Chyba i tak te ubrania nadadzą się tylko do wyrzucenia.

 

Fot. Mateusz Grochocki/East News Wietnam, Sapa, 10.2017. Trekking do wioski Lao Chai. Gliniasta droga miedzy wioskami w gorach.
Fot. Mateusz Grochocki/East News Wietnam, Sapa, 10.2017. Trekking do wioski Lao Chai. Krajobraz polnocnego Wietnamu – tarasy ryzowe.
Fot. Mateusz Grochocki/East News Wietnam, Sapa, 10.2017. Trekking do wioski Lao Chai. Krajobraz polnocnego Wietnamu – tarasy ryzowe. Tragarze z plemienia Hmong.
Fot. Mateusz Grochocki/East News Wietnam, Sapa, 10.2017. Trekking do wioski Lao Chai. Sklep wiejski.
Fot. Mateusz Grochocki/East News Wietnam, Sapa, 10.2017. Trekking do wioski Lao Chai. Krajobraz polnocnego Wietnamu – tarasy ryzowe. Tragarze z plemienia Hmong.
Fot. Mateusz Grochocki/East News Wietnam, Sapa, 10.2017. Trekking do wioski Lao Chai. Krajobraz polnocnego Wietnamu – tarasy ryzowe.
Fot. Mateusz Grochocki/East News Wietnam, Sapa, 10.2017. Trekking do wioski Lao Chai. Krajobraz polnocnego Wietnamu – tarasy ryzowe.
Fot. Mateusz Grochocki/East News Wietnam, Sapa, 10.2017. Trekking do wioski Lao Chai. Krajobraz polnocnego Wietnamu – tarasy ryzowe.
Fot. Mateusz Grochocki/East News Wietnam, Sapa, 10.2017. Trekking do wioski Lao Chai. Gliniasta droga miedzy wioskami w gorach.
Fot. Mateusz Grochocki/East News Wietnam, Sapa, 10.2017. Trekking do wioski Lao Chai. Krajobraz polnocnego Wietnamu – tarasy ryzowe.
Fot. Mateusz Grochocki/East News Wietnam, Sapa, 10.2017. Trekking do wioski Lao Chai. Krajobraz polnocnego Wietnamu – tarasy ryzowe.
Fot. Mateusz Grochocki/East News Wietnam, Sapa, 10.2017. Trekking do wioski Lao Chai. Krajobraz polnocnego Wietnamu – tarasy ryzowe.
Fot. Mateusz Grochocki/East News Wietnam, Sapa, 10.2017. Trekking do wioski Lao Chai. Krajobraz polnocnego Wietnamu – tarasy ryzowe.

 

W adasiach przez świat

Gdy schodzimy do dna doliny już zamiast walczyć o życie, zaczynam fotografować telefonem. Podczas deszczu nie bardzo wiedziałem, co się działo. Teraz idziemy pomiędzy niesamowitymi widokami na dżunglę i góry przesłonięte pasmami mgły. To wygląda jak z filmów Cejrowskiego, tylko bez przemądrzałego narratora. Nie wiedziałem, że kiedykolwiek coś takiego będę mógł oglądać. Zawsze myslałem, że żeby dojść do takiego miejsca trzeba iść z dziesięć dni na piechotę przez niezbadaną dżunglę, a nie dwie godziny od dworca autobusowego.

 

Fot. Mateusz Grochocki/East News Wietnam, Sapa, 10.2017. Trekking do wioski Lao Chai. Krajobraz polnocnego Wietnamu – tarasy ryzowe. Wioska w gorach.
Fot. Mateusz Grochocki/East News Wietnam, Sapa, 10.2017. Wioska Lao Chai w gorach polnocnego Wietnamu.
Fot. Mateusz Grochocki/East News Wietnam, Sapa, 10.2017. Wioska Lao Chai w gorach polnocnego Wietnamu.
Fot. Mateusz Grochocki/East News Wietnam, Sapa, 10.2017. Wioska Lao Chai w gorach polnocnego Wietnamu.

 

Hmongowie, świnki i eternit

Dalej idziemy (jak to na trekkingu) wzdłuż rzeki w dnie doliny i przez kryte eternitem wioski. Wokół kręcą się Hmongowie, jeżdżą skutery i pasą się świnie. Widzieliśmy dziś tarasy ryżowe – odhaczony jeden z życiowych celów. Podejście jest długie i męczące, ale wciąż jest miło, bo widoki są ciekawe. Znów jesteśmy ostatni, mimo że niektórzy idą w klapkach. W wiosce możemy kupić wodę i podają nam obiad. Trochę odpoczynku się przyda. Słodkie dziewczynki, które pomagały w podejściu, zaczynają sprzedawać nam rzemiosło Hmongów. Na zakupy nas nie stać, ale dajemy im napiwki. Jeśli ktoś tu zasłużył na napiwek, to właśnie one. Pierwszy raz też widzę, jak ktoś lata dronem w Wietnamie, bo tutaj to bardzo nie legalne i zakazana jest nawet ich sprzedaż.