Targ w Hanoi


Fot. Mateusz Grochocki/East News Wietnam, Hanoi, 10.2017. Zycie codzienne w starej dzielnicy.
Fot. Mateusz Grochocki/East News Wietnam, Hanoi, 10.2017. Zycie codzienne w starej dzielnicy.
Fot. Mateusz Grochocki/East News Wietnam, Hanoi, 10.2017. Zycie codzienne w starej dzielnicy.
Fot. Mateusz Grochocki/East News Wietnam, Hanoi, 10.2017. Zycie codzienne w starej dzielnicy.
Fot. Mateusz Grochocki/East News Wietnam, Hanoi, 10.2017. Zycie codzienne w starej dzielnicy.
Fot. Mateusz Grochocki/East News Wietnam, Hanoi, 10.2017. Zycie codzienne w starej dzielnicy.
Fot. Mateusz Grochocki/East News Wietnam, Hanoi, 10.2017. Zycie codzienne w starej dzielnicy.
Fot. Mateusz Grochocki/East News Wietnam, Hanoi, 10.2017. Zycie codzienne w starej dzielnicy.
Fot. Mateusz Grochocki/East News Wietnam, Hanoi, 10.2017. Zycie codzienne w starej dzielnicy.
Fot. Mateusz Grochocki/East News Wietnam, Hanoi, 10.2017. Zycie codzienne w starej dzielnicy.
Fot. Mateusz Grochocki/East News Wietnam, Hanoi, 10.2017. Zycie codzienne w starej dzielnicy. Pogrzeb.
Fot. Mateusz Grochocki/East News Wietnam, Hanoi, 10.2017. Zycie codzienne w starej dzielnicy.
Fot. Mateusz Grochocki/East News Wietnam, Hanoi, 10.2017. Zycie codzienne w starej dzielnicy.

 

Stara dzielnica Hanoi czyli 34 ulice straganów i sklepów

Hanoi trochę nam się nudzi po trzech dniach. Dobrze się złożyło, że jutro już z niego wyjeżdżamy. Nie byliśmy wczoraj pod wrażeniem najbardziej popularnych atrakcji turystycznych, więc decydujemy się dziś po prostu pójść na spacer i zdjęcia po Starej Dzielnicy. Po mieście trudno się chodzi i też dość kiepsko fotografuje, gdy człowiek walczy przede wszystkim o miejsce wśród morza skuterów i ludzi. Tu jest po prostu za głośno (wszyscy na siebie trąbią) i za dużo się dzieje dla Europejczyka. Smród spalin nie pomaga, choć miejscowym on zdaje się nie przeszkadzać, bo bez masek spędzają całe dnie na chodnikach. Nas to szykbko męczy, ale udaje nam się obejrzeć między innymi targowisko miejskie Dong Xuan (przypominające do złudzenia Stadion X-lecia) oraz Starą Wschodnią Bramę. Więcej czasu poświęcamy raczej na targowanie i zakupy, bo jest tu bardzo tanio. Są tu miejsca bardzo turystyczne, gdzie naganiacze cię namawiają na wizytę w barze i bardziej normalne, ale wszędzie jednak widać dużo turystów. Bardzo się wyróżniają w tłumie miejscowych. Często słyszymy język polski, francuski, niemiecki. Handel na starym mieście jest zorganizowany ulicami (a dokładnie to ulice w starej części noszą nazwy zaczynające się o hang czyli sklep) i większość ma swoją specjalizację. Dla nas oczywiście ciekawsza jest ulica z wyrobami z bambusa czy ziołolecznictwem, niż taka specjalizująca się w produkcji blaszanych piecyków lub naprawie skuterów.

 

Fot. Mateusz Grochocki/East News Wietnam, Hanoi, 10.2017. Zycie codzienne w starej dzielnicy. Targ.
Fot. Mateusz Grochocki/East News Wietnam, Hanoi, 10.2017. Zycie codzienne w starej dzielnicy. Targ.
Fot. Mateusz Grochocki/East News Wietnam, Hanoi, 10.2017. Zycie codzienne w starej dzielnicy. Targ.
Fot. Mateusz Grochocki/East News Wietnam, Hanoi, 10.2017. Zycie codzienne w starej dzielnicy. Targ.
Fot. Mateusz Grochocki/East News Wietnam, Hanoi, 10.2017. Zycie codzienne w starej dzielnicy. Targ.
Fot. Mateusz Grochocki/East News Wietnam, Hanoi, 10.2017. Zycie codzienne w starej dzielnicy. Targ.
Fot. Mateusz Grochocki/East News Wietnam, Hanoi, 10.2017. Zycie codzienne w starej dzielnicy. Targ.
Fot. Mateusz Grochocki/East News Wietnam, Hanoi, 10.2017. Zycie codzienne w starej dzielnicy. Targ.
Fot. Mateusz Grochocki/East News Wietnam, Hanoi, 10.2017. Zycie codzienne w starej dzielnicy. Targ.
Fot. Mateusz Grochocki/East News Wietnam, Hanoi, 10.2017. Zycie codzienne w starej dzielnicy. Targ.

 

Fot. Mateusz Grochocki/East News Wietnam, Hanoi, 10.2017. Zycie codzienne w starej dzielnicy. Targ.

 

Więzienie Hao La

Męczy nas również kręcenie się po mieście i próbujemy znów wrócić na typowy turystyczny szlak. Zwiedzamy (30k/os) więzienie, w którym najpierw Francuzi trzymali Wietnamczykom, a potem Wietnamczycy Amerykanów. Według państwowej wykładni historii Francuzi byli okrutnymi oprawcami, a Wietnamczycy dbali w ramach możliwości o amerykańskich jeńców. Nie jest to niestety zgodne z we wspomnieniami amerykańskiego polityka Johna(?) McCaina. Oglądamy też trochę wietnamskiej martyrologii (akurat to, że Amerykanie mają swoje za uszami to prawda – np. wciąż pojawiają się tu choroby wywołane amerykańską bronią chemiczną) i propagandy (m.in. wypowiedzi młodych ludzi, którzy nie wyobrażają sobie życia bez wiodącej roli partii w ich życiu).

 

Fot. Mateusz Grochocki/East News Wietnam, Hanoi, 10.2017. Zycie codzienne w starej dzielnicy.
Fot. Mateusz Grochocki/East News Wietnam, Hanoi, 10.2017. Zycie codzienne w starej dzielnicy.
Fot. Mateusz Grochocki/East News Wietnam, Hanoi, 10.2017. Zycie codzienne w starej dzielnicy.
Fot. Mateusz Grochocki/East News Wietnam, Hanoi, 10.2017. Zycie codzienne w starej dzielnicy.

 

Mili ludzie, dobre jedzenie, niskie ceny

Wszyscy ludzie, których tu do tej pory spotkaliśmy, byli mili. Ludzie tutaj są jakby bardziej łagodni i za wszelką cenę unikali konfliktów. Nawet na drodze, choć panuje chaos, nie czuć takiego chamstwa i arogancji jak w Polsce. Przez turystykę trochę się to psuje, ale trzeba pamiętać, że nawet na czterdziestą propozycję podwiezienia rikszą trzeba odpowiedzieć z uśmiechem „nie, dziękuję”. Wykłócanie się nie jest tu akceptowalne i oznacza utratę twarzy czyli honoru. W turystycznych miejscach poza miastem tipsiary mogą niestety wystawić cierpliwość człowieka na poważną próbę, bo oni nie rozumieją odmowy i mogą iść za człowiekiem kilkanaście minut. Poza tym fajne jest to, że w Wietnamie jest bardzo tanio. Kawa i siedzenie w knajpie kosztuje 20-25 tyś. dongów czyli ok. 1 dolara. Wietnamska kawa w miejscowym convience store (coś jest 7/11 czy Żabka) kosztuje 8k czyli 1 zł. Tutaj nas stać na życie jak ludzi z Zachodniej Europy i możemy pójść do nie najtańszej knajpy z ładnym widokiem na springrollsy (50k, lepsze alternatywa smażonych sajgonek – surowe naleśniki z papieru ryżowego z makaronem ryżowym, wieprzowiną, krewetką, grzybami, kolendrą i miętą) i piwo. Właściwie wszystko co tutaj jedliśmy okazało się dobre (poza hotelowym śniadaniem), nawet w najmniej wygodnej jadłodajni i za równowartość 3 zł. Za to przykrym doświadczeniem jest to, że o wszystko trzeba się targować, a i tak ma się wrażenie, że ceny dla turysty są zupełnie inne niż dla miejscowych. Na przykład dziś hotelu dowiadujemy się, że spadła cena wycieczki do Sapy o 50 dolarów – nie wiem tylko, czy przez mój brak zainteresowania czy paskudną pogodę, która w górach utrzymuje się już od tygodnia.