Wangfujing


Północne wyjście z Zakazanego Miasta to trochę taki chiński bałagan pełen pułapek dla turystów. Stacja metra jest zbyt daleko, żeby do niej iść, a jedyny autobus jadące z powrotem do centrum kosztuje siedem razy więcej niż normalny (to znaczy że kosztuje 15y, a normalny 2). Nasz turystyczny środek transportu (trolejbus udający tramwaj – więcej nie pytaj), jedzie przez takie części miasta, w jakich w ogóle jeszcze nie byliśmy. Tu są kilometry hutongów do zwiedzania. Dwa tygodnie na to miasto to wcale nie jest dużo i chyba zrezygnujemy z wycieczek do innych miast.

Wangfujang
Wieczorem wychodzimy jeszcze na najbardziej znaną pekińską ulicę handlową. Wangfujang to deptak otoczony europejską architekturą centrów handlowych i luksusowych sklepów z modnymi ubraniam. Ceny w europejskich sieciówkach są wyższe niż w Polsce, a ceny luksusowych zegarów potrafią przewyższać wartość naszego mieszkania. Z reklam atakują młodzieńcze twarze członków chińskich boysbandów, a ilość świecących reklam kojarzy się trochę z Hongkongiem. Ale to nie po to wszyscy tu przychodzą, tylko na słynną alejkę z ulicznym jedzeniem. Tłok jest niesamowity, sprzedawcy wykrzykują swoją ofertę, a wszyscy fotografują się ze smażonymi skorpionami. Oprócz tych słynnych pajęczaków można te zjeść smażone kałamarnice, larwy owadów, jeżowce i inne morskie żyjątka, a także wszechobecne w Pekinie flaki z kolendrą, pierogi czy naleśniki. Ludzi jest bardzo dużo, wszystko ma bardzo turystyczny klimat, a na tyłach uliczki parkują wycieczkowe autokary.


Leave a comment


This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.