Dongcheng


Pogoda w Pekinie nie pozwala się nudzić. Dziś zapowiedziano nadejście burzy piaskowej znad pustyni Gobi i z tego powodu strasznie wieje. A gdy wieje, zanieczyszczenia są wyciąganie z miasta a powietrze dość czyste (przynajmniej jak na tutejsze warunki). Na śniadanie jemy tosty w japońskiej piekarni, bo mamy dość onigiri. Gdy w podróży jest taki czas, że przestajesz szukać najbardziej egzotycznego jedzenia, tylko czegoś bardziej swojskiego, to znaczy, że czas już myśleć o powrocie. W metrze oglądamy specjalny program chińskiej telewizji skierowany do odbioru w pociągu z mangowymi kreskówkami lub śmiesznymi kotam. Wszyscy inni i tak oglądają serialne na swoich telefonach. Wcale im się nie dziwię, że im się to metro nudzi, jeśli jeżdżą nim codziennie. Nawet my spędzamy w nim stanowczo za dużo czasu. Zresztą Chińczyk wpatrzony w telefon to tutaj najczęściej spotykany widok. Ludzie też często prowadzą wideorozmowy przez telefon i nie wstydzą się robić tego w metrze.

Yonghegong

Dziś jedziemy do świątyni lamaistycznej (25y), czyli związanej z tybetańskim odłamem buddyzmu. Wszystkie chińskie świątynie wyglądają z grubsza tak samo, niezależnie od wyznania, ale różni się przede wszystkim tym, że ludzie się tu modlą. Religie w Chinach uważane są zwykle za niepotrzebny zabobon i trudno w świątyniach znaleźć jakiegoś wierzącego. To jednak dotyczy również kapitalistycznych Japonii i Hong Kongu. Tutaj ludzie modlą się w sposób trochę przypominający muzułmańska gimnastykę, palą kadzidła i kręcą młynki modlitewne. Na terenie świątyni można też zauważyć buddyjskich mnichów lub kapłanów. Wokół świątyni stoją kramy z pamiątkami i kadzidłami, a także sklepy z innymi dewocjonaliami (np. charakterystycznymi kolorowymi flagami modlitewnymi).

Wieża Bębnów i Wieża Dzwonów

Naprzeciw świątyni lamaistycznej wkraczamy w malowniczy, choć raczej turystyczny hutong Andingmen Neidajie. Eleganckie sklepy z prezentami (takie sklepy są tu bardzo często spotykane), hipsterskie kawiarnie i ciekawe jedzenie sprawiają, że miło się tu wydaje pieniądze. Niestety kawa za 60y to oferta nie dla nas. My na handlowej ulicy kupujemy na migi tylko bułki na parze z fasolą (2y). Tutaj można przeżyć bardzo tanio lub bardzo drogo, bo ceny są bardziej zróżnicowane niż w Polsce. Rezygnujemy że świątyni Konfucjusza (30y), bo nawet przewodnik przyznaje, że jest ona nieco zapuszczona. Kolejne bramy miejskie tworzą wielką oś architektoniczną Pekinu wraz z Pałacem cesarskim i bramą Qianmen. Wchodzimy na wieże (30y), tylko po to, by tego zaraz pożałować, bo nic tam w zasadzie nie ma, prócz dużej liczby schodów. Wokół nich rozciąga się malowniczy hutong, którego mieszkańcy wyszli cieszyć się popołudniowym słońcem.


Leave a comment


This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.