Dashilan Zachodni


Dashilan
W drodze powrotnej głodni wracamy na najstarszą pekińską ulicę targową, ale żadna lokalna jadłodajnia nas nie urzeka. Wiele nie ma szyldów, a żadna – menu napisanego po łacinie. Jednak nasze bary w centrum handlowym może są mniej autentyczne, ale przynajmniej potrafimy coś w nich zamówić za pomocą wskazywania palcem. Kupujemy za to prezenty udającym japońskie sklepy 100-yenowe Miniso z pastelowymi, dziewczęcymi gadżetami. Dalej przechodzimy przez niesamowity, tętniący życiem o tej porze hutong. Na którym robotnicy w szarych strojach grają na ulicy w karty, a ludzie wyprowadzają psy na spacer (obowiązkowo pudle lub sher pei) lub po prostu siedzą na obejściu i plotkują. Jest tu też wiele backpakersko-hipisowskich hosteli i wyjątkowo tanich knajp z angielskimi nazwami potraw (zapewne dla tych backpackerów). Tutaj nikt nie robi absolutnie żadnego problemu, że robi mu się zdjęcia, a ja jestem w fotograficznym niebie.

Ulica handlowa Dashilar

To miejsce chyba nam się podobało najbardziej. Dashilar to cesarska ulica handlowa z przekrzyczającymi się sprzedawcami. Teraz ma turystyczny charakter, mimo to stare chińskie restauracje i tradycyjne apteki mają swój klimat. W sklepach sprzedają herbaty na wagę, a pachnie w nich jaśminem. Zielona herbata z różnymi kwiatami (jaśminu, orchidei, gryki) i miodem jest tu najpopularniejszym napojem. Występują w najróżniejszych cenach, dochodzących do kilku tysięcy yuanów. W Chinach herbata jest droższa od wódki (bo ta z powodu braku akcyzy kosztuje 10 zł za litr), a tradycyjne czajniki potrafią osiągać ceny pięciocyfrowe. My nic nie kupujemy, bo męczy mnie już to załatwianie wszystkiego na migi i potrzeba targowania się. Ludzie tu rzadko znają angielski, a ja po chińsku umiem tylko kilka słów. Miejscowi też nie za bardzo lubią obsługiwać obcokrajowców, bo trwa to zawsze dłużej. Udaje nam się w końcu spróbować kaczki po pekińsku w wersji streetfoodowej (15y) – pycha. Wracamy, bo zimno. Zjadamy szaszłyki po 2y i ramen instant (dobre, choć nie podobne do ramenu). Kluski w zupie to danie, które jedzą tu wszyscy i sprzedają je na każdym rogu. W domu tu się raczej nie gotuje.


Leave a comment


This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.