Plac Tienanmen


Plac Niebiańskiego Spokoju
W końcu dochodzimy do bramy Qianmen, za którą jednak znajduje się następna. Jedna potężną i smutna pagoda służyła za bramę w miejskich murach, a druga – jeszcze większą i jeszcze bardziej smutna szara – za wejście na plac Tien’anmen. Po drodze mijamy dawny dworzec Kolei transsyberyjskiej (wybudowany w rosyjskim stylu), więc można powiedzieć, że do niedawna plac Tienanmen i plac Defilad łączyła bezpośrednia linia kolejowa. Ogromne odległości pustych przestrzeni w tym mieście męczą nas i psują nam humor. Po nieprzeliczonych centrach przesiadkowych, barierkach, objazdach, tłumach i przejściach dla pieszych, w końcu docieramy na najważniejszy plac w tym mieście. Okazuje się, że żeby wejść na plac Niebiańskiego Pokoju trzeba jeszcze objeść jakieś wszechobecne tutaj barierki czy zasieki przez kilometr i przejść (raczej mało skrupulatną) kontrolę bezpieczeństwa. Właściwie od razu po tym, jak wchodzimy na plac… grzecznie, ale skutecznie nas z niego wypraszają. Prawdopodobnie w porze obiadowej ten plac jest już zamykany, choć może też chodzić o jakieś urzędowe sprawy, bo w okolicy jest wiele urzędów państwowych. Tienanmen to największy plac miejski na świecie, ale to nie dziwne, bo całe miasto jest wręcz absurdalnie rozległe i rzadko zabudowane. Na samym placu w zasadzie nie ma nic ciekawego z punktu widzenia turysty: na obrzeżach znajduje się kilka socrealistycznych budynków i pomników: mauzoleum Mao Tse Tunga, jakiś socjalistyczny obelisk (nie mylić z tradycyjnym chińskim totemem huabiao), Sejm (po miejscowemu Rada Ludowa), Muzeum Narodowe i największa flaga, jaką w życiu widziałem. Zaraz za placem zaczyna się Pałac Cesarski nazywany też Zakazanym Miastem.

Państwowe sklepy
Korzystając z okazji i trochę konieczności, że nas wyprosili z placu, robimy pierwsze zakupy pamiątek w państwowych sklepach położonych wokół. Asortyment to ludowe ubrania i buty, przeróżne durnostójki i biżuteria z nefrytu oraz laki, tradycyjne chińskie plecionki (takie czerwone super skomplikowane węzły) oraz talerze ozdobne z Mao i innymi członkami partii. Ceny są bardziej niż porządne, ale jakość niestety nie zawsze. Wszędzie kręci się dużo policji, wojska i ochrony, ale to akurat chińska specjalność i mam nieraz wrażenie, że czasem ochroniarz stoi nawet przy przystanku autobusowym

Takie tam z Mao

Pałac Cesarski znajduje się przy placu Tien’anmen, więc musimy dać się przeszukać i pokazać paszporty. Chińczykom znowu cebula z butów wychodzi, bo się strasznie pchają. Po drodze mijamy najbardziej znany obiekt tutejszego komunizmu – portret Mao na starożytnej bramie, a pod nim stróżujących żołnierzy. Wszyscy robią sobie z nim zdjęcie, tylko jeden dziadek strasznie się denerwuje i coś do tego Mao wrzeszczy. Poza tym placem to nie widzimy żadnego innego symbolu komunizmu w przestrzeni publicznej. Dziś to już chyba Warszawa jest bardziej komunistyczna niż Pekin. Podziwiamy chiński policyjny “widelec do ludzi”. Nigdy nie widziałem go w użyciu, ale można się domyślić, że służy do odsuwania ludzi. W kolejce czekają sami Chińczycy.

Obserwacje:

  • Wielu Chińczyków chodzi po mieście z termosami z herbatą. Zieloną herbatę można zalewać wielokrotnie, więc jak im się skończy, to wystarczy poprosić gdzieś o wrzątek (bezpłatny, bo i tak wszyscy piją tu herbatę).
  • Nie do wszystkich tutaj dotarła zachodnia moda. Nieraz widzimy kobiety np. w dresowym kostiumie i butach na obcasie.
  • Jak to w Azji Wschodniej, nie ma tu na ulicy żebraków, bo nikt by im nic nie wrzucił. Jednak czasami pojawiają się grajkowie na niesamowitych chińskich skrzypcach erhu.

Leave a comment


This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.