Bergamo


bergamo-4

bergamo-4

bergamo-4

bergamo-4

bergamo-4

bergamo-4

bergamo-7

bergamo-4

bergamo-4

bergamo-4

bergamo-4

bergamo-4

bergamo-13

bergamo-4

bergamo-15

bergamo-16

bergamo-4

bergamo-4

bergamo-4

bergamo-4

bergamo-4

bergamo-22

Bergamo
Lotnisko w Bergamo przypomina bardziej dworzec kolejowy i, co wcale niełatwe, wygląda jeszcze gorzej niż Modlin. Kolejna praktyczna rada: nie należy się w ogóle martwić transportem z takiego lotnika. Wszystko jest świetne ogarnięte z godzinami przylotów i łatwo znaleźć nawet autobus do jakiegoś dalszego miasta. Nawet w Gruzji potrafili przygotować marszrutki pod lotniskiem do wszystkich większych miast w kraju. Tutaj przed wyjściem stało 6 autobusów z biletami do Mediolanu za 5e. My jednak nimi nie pojechaliśmy, bo – po krótkim researchu w Internecie – uznaliśmy, że warto zobaczyć też Bergamo. Wsiedliśmy do miejskiego autobusu, a resztę drogi pokonaliśmy pieszo. Plusy podróżowania z małym bagażem.

My Room Eco
Mieszkamy w śmiesznym hotelu. Właściwie jest to mieszkanie przerobione na pokoje, bez recepcji i innych hotelowych spraw (żeby zapłacić, musieliśmy się z zdzwonić z recepcjonistą). Wspólny stół, publiczna lodówka i farba tablicowa na ścianach jeszcze powiększa wrażenie studenckiego mieszkania. My, jak stereotypowi Polacy, naprawiliśmy ekspres do kawy za pomocą łyżeczki. Tylko wegetariańskie śniadania (pomarańcze i ciasteczka) trochę nam przeszkadzają.

Bergamo
A teraz o Bergamo: ma 100 tys. ludności i nie jest specjalnie znane wśród zarówno zagranicznych, jak i miejscowych turystów. Teraz oczywiście się to zmieniło dzięki tanim lotom i faktycznie, na ulicach można usłyszeć polski (najczęściej wśród ludzi z walizkami). Po prostu gdyby nie lotnisko nie było by specjalnie powodu, żeby je odwiedzać. No i to jest właśnie fajne, bo możemy obejrzeć typowe włoskie miasto powiatowe i mamy poczucie bycia z dala od turystycznych szlaków. Takiego poczucia nie bycia w żadnym konkretnym miejscu, którego często szukam. Bycia w miejscu nieturystycznym i codziennym.

Citta Alta
Bergamo składa się z dolnego miasta, które właśnie przypomina jakiś włoski Płock – miejscami ładne, a miejscami takie sobie – i górnego, czyli miejscowej Starówki. Citta Alta to już same kamienice, pałace i podejrzanie duża liczba kościołów. Starówka ładna, ale miejscami – jak dla mnie – zbyt wymarłe. Bardzo podobały nam się renesansowe kościoły (podpowiedź dla żółtodziobów jak rozpoznać renesans w architekturze: jeśli przypomina Wawel i ma dużo dobudówek, to pewnie jest renesans).

Citadela
Później weszliśmy na zamek – najwyższy punkt w mieście. Z zamku dużo nie zostało, ale za to widok świetny. Bergamo leży na wzgórzu, a wokół widać pola i zaśnieżone góry (swoją drogą – niektórzy przylecieli tu właśnie na narty). Po drodze widzieliśmy dużo domów-pałaców i bardzo drogich samochodów, które kilkakrotnie starały się nas przejechać na tych wąskich uliczkach. Z niewiadomych przyczyn i pechowych zbiegów okoliczności całą tą drogę pokonywaliśmy pieszo.

Jeść
Jeśli chodzi o jedzenie, to było tak sobie. Okolice Bergamo słyną z polenty czyli mamałygi (kaszy kukurydzianej), a ja – mając z nią dość doświadczeń w Rumunii – nie byłem nią specjalnie zainteresowany. Zjedliśmy jakąś polentę na słodko, ale była przesadnie słodka (w ogóle wszystko tu robią bardziej słodkie lub słone niż u nas). Ceny w restauracjach są właściwie zupełnie nieakceptowalne (menu zaczyna się od zupy dnia z 9e), ale mamy nadzieję, że to charakterystyka starówki. Zjedliśmy w takiej bistro piekarni niedobrą pizze i całkiem dobrą focaccię, a potem zrobiliśmy zakupy w supermarkecie. We włoskim Auchan jest dużo lepszy wybór i wiele gotowych rzeczy, więc łatwiej było nam coś na przygotować, korzystając tylko z kuchenki mikrofalowej i tostera.


Leave a comment


Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.