Badaling


W pociągu

Do Pekinu postanawiamy wrócić pociągiem (6y), który jest chyba bardziej popularnym, a z pewnością wygodniejszym rozwiązaniem. Mimo strasznych ostrzeżeń przez ogromną ilością ludzi, w ten kwietniowy poniedziałek infrastruktura turystyczna daje sobie rady. Właściwie to jest chyba całkiem niedużo ludzi, bo idziemy przez puste ogromne parkingi autokarowe, nowiutką i chyba jeszcze nie otwartą historyzującą zabudowę sklepów z pamiątkami i restauracji. Chińczycy chyba są w trakcie pokoleniowej zmiany sposobu myślenia, bo z jednej strony na stacji kolejowej panuje absolutny porządek z kolejkami przed wejściem do każdego wagonu, a z drugiej strony wszyscy bez sensu gdzieś biegają. Jakby z jednej strony to było świetnie zorganizowane, azjatyckie, konfucjańskie społeczeństwo a z drugiej wiejscy cwaniacy. Jeśli chodzi o pociąg, to w Polsce ta podmiejska linia mogłaby być jakimś Intercity+ z taką ilością miejsca na nogi. W pociągu pachnie masłem i zaraz zagadka się wyjaśnia, bo okazuje się, że konduktor​zy sprzedają popcorn (nam nie proponują zgodnie z chińską zasadą nie warto się męczyć i próbować dogadać z obcokrajowcem . Gdy jedziemy przez góry dopiero teraz zauważamy jak bardzo ostro wznosi się miejscami ten mur i jak ogromnej ilości pracy wymagał. Agnieszka mówi, że te góry przypominają jej trójkątne onigiri. Gdy robi się płasko, widzimy strasznie biedne hutongi (przeznaczone do wyburzenia, ale wciąż zamieszkane) i przerażająco wielkie, puste przez brak samochodów, blokowiska.

 


Leave a comment


This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.