Pałac Letni


Zagrożenie zdrowia dla całej populacji

Dziś jest wysokie zanieczyszczenie powietrza, jednak i tak niższe niż potrafi się zdarzyć zimą w Warszawie. Mimo to komunikat zagrożenie zdrowia dla całej populacji brzmi dość groźnie i staramy się dziś chodzić na dworze w maskach przeciwsmogowych. Choć nasze, przywiezione z Polski sprawiają, że wszystko pachnie trampkiem i nie możemy się do nich przyzwyczaić. W 7-11 kupujemy może trochę mniej ochronne maski, ale w tamtych byśmy nie dali rady chodzić cały dzień. Większość ludzi olewa komunikaty o smogu i może jedna osoba na sto nosi maskę (i to w większości te higieniczne a nie ochronne). Już trochę lepiej idzie nam że zdobywaniem śniadań, bo poszliśmy do mniejszego sklepu 7-11 zamiast do supermarketu. Tak więc dziś na śniadanie mamy pekiński jogurt, onigiri (kanapki z ryżem zamiast chleba) i azjatycką kawę z mlekiem skondensowanym. W banku wymieniam resztę euro za znacznie lepszy kurs niż na lotnisku. Dobrze, że nie wymieniłem wtedy wszystkich. Dziś mamy do przejechania ze 20 stacji metra co kosztuje 6y/os, więc można powiedzieć, że metro jest tu tanie (a autobus jeszcze tańszy). W metrze chodzą jakieś studentki i zbierają chyba na jakąś fundację za pomocą płatności przez telefon komórkowy. To znaczy chodzą z kodem kreskowym na ekranie smartfona. Bardzo wiele osób płaci tu za pomocą chińskiego systemu płatności mobilnych WeChat.

Pałac Letni

Wysiadamy na ostatniej stacji metra. Po wyjściu widzimy chiński sposób myślenia o zabytkach, bo wita nas KFC wzorowane na starożytną świątynie. Żeby Chińczykom było miłej wydawać pieniądze, wybudowano tu całe pawilony sklepów z pamiątkami w tradycyjnym stylu. Wejście do wakacyjnego pałacu chińskich cesarzy kosztuje 60y/os. Sam pałac wydaje się ciekawszy niż Zakazane Miasto, bo jest tu więcej zieleni i są lepsze widoki na miasto.

Jezioro Kunming

W Pekinie wszystko jest ogromne, a chińskie miasta są często wielkości niektórych europejskich krajów (np. Pekin ma powierzchnię porównywalną do Belgii). Również i tereny Pałacu Letniego są imponujące, więc nie jesteśmy w stanie zwiedzić go całego w jeden dzień. Ogromna ilość podobnych do siebie sal, dziedzińców i bram strasznie nas męczy, a pałac jeszcze leży nad 3- kilometrowym jeziorem, które któryś z cesarzy kazał zbudować na sześćdziesiątkę swojej matki. Staramy się wrócić drogę powrotną łodzią i na szczęście udaje się złapać ostatnią za chyba wyższą cenę (40y), ale i tak się z niej cieszymy. W Pekinie na wiosnę jest wietrznie, więc na koniec dnia chmury się rozwiewają i chyba pierwszy raz tu widzimy zachód słońca. Na to chyba też czekał jakiś pekiński fotoklub, bo na brzegu z widokiem na Świątynie Boga Smoków (nazwy wschodnioazjatyckich zabytków przypominają miejscówki z jakiejś kiepskiej gry RPG) ustawił się rząd fotografów z teleobiektywami. Zapewne jest to jakaś chińską klisza fotograficzna, podobnie jak np. torii w wodzie na Miyajime w Japonii, bo jest tu dużo ludzi. W ogóle widzimy tu wyjątkowo dużo ludzi lubiących fotografować. A widok w rzeczywistości jest ciekawy, bo widać tzw. Wzgórza ; Zachodnie, czyli granicę miasta. Po drodze z łodzi widzimy Marmurową Łódź cesarzowej Cixi /czyt. cyśi/ (takiej tutejszej Kloepatry), która wydała na nią pieniądze, które dostała na budowę flotę wojennej (no co w sumie to też jest łódź).

 


Leave a comment


This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.