Chongwenmen


WAW

Celnikowi nie podoba się mój 3-letni paszport, w którym na zdjęciu miałem jeszcze długie włosy. No szkoda, że znów będę musiał go wymienić. Na lot czekają prawie sami Chińczycy. Ci młodzi nie specjalnie się od nas różnią, ale ci starsi są trochę egzotyczni i bardzo głośni. W sumie nie mam pomysłu, co robiła tutaj grupa Chińczyków w średnim wieku i czemu jest ich w samolocie najwięcej. Może zakupy albo interesy na bazarach? Oczywiście w 2017 roku na lotnisku najbardziej pożądane są gniazdka do ładowania telefonu. To połączenie jest tak proste, że właściwie dopiero w samolocie zdaje sobie sprawę, jak daleko lecimy. Samolot to słynny Dreamliner, który nie wyróżnia się niczym szczególnym. Polska załoga mówi po chińsku, jakby olali wszechobecną dominację angielskiego w biznesie lotniczym.

PEK

Już od wyjścia wita nas zapach Azji, czyli smród śmieci i brudu. Na lotnisku wypełniamy trochę papierów (o dziwo moja chińska piasanka wygląda wystarczająco legitnie dla Biura Imigracyjnego), bo przerośnięta biurokracja to miejscowa tradycja. Trochę ten kraj stoi w rozkroku między komunistycznym zamordyzmem a totalną wolnością gospodarczą i hipernowoczesnym konsumcjonizmem. Podobają nam się policjanci, którzy sami świecą jak radiowóz. Zaczepiają nas jacyś cinckiarze i taksówkarze, ale jesteśmy uprzedzeni, by z nich nie korzystać i  – co wcale nie jest oczywiste – rozumieją grzeczne „nie”.

Do Chongwenmen
Z lotniska jedziemy pociągiem. Krajobraz za oknem wygląda dość stepowo. Ziemia jest żółta i brak na niej trawy, a drzewa suche, cienkie i jakby zakurzone. W ogóle wszystko jest przykryte cienką warstwą pyłu z pustyni Gobi. Po drodze mijamy bloki, pod którymi ludzie uprawiają pola. Coś jak polskie peerelowskie ogórki działkowe lub te śmieszne ogródki, które emeryci często robią pod swoimi oknami w bloku. W metrze z Chińczykom wychodzi trochę cebula z butów, bo wszyscy się spieszą i pchają, choć sama komunikacja jest ogólnie dobrze zorganizowana. Po kilku przesiadkach i bez żadnych przypałów trafiamy do naszego mieszkania, a klucz grzecznie czeka pod wycieraczką. Można powiedzieć, że graliśmy w takie kontynentalne podchody korzystając z przesłanych wskazówek naszej gospodyni. Za światem komunikujemy się poprzez translator w smartfonie, który tłumaczy napisy widoczne przez obiektyw.

崇文门东大街6号楼9门202单元
Żeby się przestawić na nową strefę czasową, nie chcemy zaraz po powrocie iść spać, ale żeby zaczynać zwiedzenie też nie mamy siły. Postanawiamy się więc zapoznać z naszą bezpośrednią okolicą, bo mieszkamy dość blisko centrum (przed drugą, z sześciu, pekińską obwodnicą) i zróżnicowanej zabudowie. My mieszkamy w czymś w stylu gierkowskich bloków z lat 70., ale trzy razy większej skali. Tutaj wszystko jest większe no i klimat trochę inny, ale widać jakąś wspólną socjalistyczną myśl z naszym blokiem na Grochowie. Urbanistyka jest tutaj na ogromną skalę – by tutaj dotrzeć musieliśmy przejść 8-pasową ulicę, a bloki mają chyba po 200 metrów długości. Niby przez to, w modernistycznym duchu, wszędzie jest daleko, ale, między budynkami widać niebo a ruch jest tak spokojny, że ludzie pokonują tą szeroką obwodnicę (Chongwenmen) nawet na czerwonym świetle. Choć blok ogólnie nie zachęca, to nasze mieszkanie w stylu Ikei jest bardzo sympatyczne.

Jak to się nie zameldowaliśmy, ale za to odkryliśmy coś ciekawego
Do wyjścia z domu motywuje nas również obowiązek meldunkowy, który nad nami wisi. Jednak znowu, brak informacji i spychologia kolejnych spotkanych policjantów sprawia, że w końcu nie udaje nam się tego załatwić. Za to kręcąc się w poszukiwaniu posterunku, trafiamy na starą – albo stylizowaną na starą – parterową zabudowę chińskich hutongów. Małe, szare domki, uliczni sprzedawcy i uśmiechnięci ludzie sprawiają wyjątkowo miłe wrażenie. W ogóle wśród dużej ilości rzeczy, które nas zaskoczą w Chincach, jest niesamowita sympatia tych ludzi. Znajdujemy też szpital chińskiej medycyny ludowej, który wygląda trochę jak świątynia. Wielu Chińczyków nie korzysta z zachodniej medycyny, bo jest dla nich za droga. Po drodze odkrywamy też trzecią twarz naszej okolicy – nowoczesne, ogromne centra handlowe. Tu w ogóle wszystko jest większe niż u nas.

U pana Lee
Na obiad jemy chiński makaron z wołowiną z hongkońskiekiej sieciówki Mr. Lee (Lee to zresztą nazwisko charakterystyczne raczej dla kultury południowych Chin). Za dwie porcje klusek w rosole (rosołu nawet nie mieścimy, ale on nie do końca jest po to), herbatę z mlekiem i różową herbatę że słodkiego ziemniaka płacimy niecałe 60y (40zł). Pod tym względem wydatków tu nie zginiemy. Chińczycy w ogóle kochają jeść, a nie ma tu kultury gotowania w domu, więc jakaś chińska tania jadłodajnia jest to dosłownie co 50m. Zachodnie śmieciówki gastronomiczne są od nich znacznie droższe, ale też bardzo daleko od naszych zainteresowań. Na deser kupimy jeszcze nieznane mam owoce: mangostyny, wampi, nashi i coś nam nieznanego. Wampi wygląda jak agrest na kiści winogron, a smakuje trochę jak liczi.

Varia:

  • Akurat na naszej ulicy znajdują się jedyne ocalałe mury miejskie starożytnego Pekinu. Ale mur to mur, nawet starożytny i ostatni ocalały.
  • Trudno o Chinach uzyskać konkretne informacje poza tym krajem – do tego stopnia, że nawet nie wiedziałem, jakie tu są gniazdka. Okazały się mieć tyle dziurek, że można tam podłączyć wszystkie warianty wtyczek. Nie będąc częścią demokratycznego świata, mają też dość kiepskie publicity.
  • Samochodów jest niewiele, że to dużo elektrycznych skuterów i rowerów, które nie wymagają drogiej rejestracji. Wielu ich kierowców nosi na skuterze taki jakby przód od kurtki lub same rękawiczki przymocowane do kierownicy.
  • Ruch jest tutaj bardzo chaotyczny, ludzie wchodzą na czerwonym świetle​ na jezdnię, a skutery wciskają się między pieszych na przejściu, ale wszyscy jeżdżą tak wolno, że nie sprawia to niebezpieczeństwa.
  • Jeśli chodzi o internet, to w Chinach nie działa Google, Gmail, mapy od Google, YouTube ani Facebook. Działa za to OneNote, Bing i Outlook. Jednak okazuje się to nie być problemem, bo obejście tego problemu jest proste i darmowe. Choć aplikacje do VPN (dzięki któremu to wszystko działa) nie trudno dostępne, ale bardzo zwalniają transfer i zażynają moc obliczeniową mojego telefon

Leave a comment


This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.