Tibidabo


 

Platforma

O 4 w nocy budzi nas dystkoteka i nie daje spać do 7. Hiszpanie to naprawdę zabawowy naród. Na mój gust to za bardzo, ale ja już chyba jestem stary, bo ja akurat nie szedłbym na imprezę na 4 w nocy. Dziś to w ogóle jest szaleństwo, bo środa jest dniem wolnym z powodu Dnia Niepodoległości Hiszpanii.

 

Śladami Zafona

Dziś poruszamy się śladami bohaterów książek Carla Ruisa Zafona dla Czarka, który jest fanem jego książek. Żeby to osiągnąć, jedziemy metrem na dzielnicę Vallcarca – północne przedmieścia Barcelony. Miasto się tutaj nie zmienia i nie ma czegoś w stylu blokowisk na obrzeżach miast jak w Europie Środkowej. Nawet tu wszędzie są kawiarnie i tapasbary. W szynkowni – sklepie-bistro z wieloma odmianami tutejszej sezonowej szynki (jamon serrano – coś w stylu włoskiej szynki parmeńskiej) kupujemy kanapki (2,2e), bo po wczoraj trochę oszczędzamy. Na Avenida de Tabidado wsiadamy w Tramvia Blau – zabytkowy, turystyczny tramwaj (5,5e), który nas zawiezie na wzgórza nad miastem. Tu też miała miejsce akcja książek Zafona.

Tibidabo

Na wzgórze Tibidabo wjeżdżamy kolejką zębatą (fenicular, coś jak kolejka jak na Gubałówkę, 7,7e). Przy okazji wyjaśnia się dlaczego rzadko widać tutaj grubych ludzi, mimo niezdrowej diety – wszyscy w wolny dzień uprawiają sport, a niektórzy tę samą trasę pokonują biegiem. Ze wzgorza jest przede wszystkim świetny widok na całą Barcelonę i okolice, ale można też tu zobaczyć kościół Serca Jezusowego. Na zdjęciach wygląda jednak lepiej niż w rzeczywistości. Jest tu też wesołe miasteczko w starym stylu, coś jak z filmu Amelia, z budkami sprzedającymi churros na wagę (hiszpańskie pączki z ciasta parzonego).


Leave a comment


This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.