Eixample


Avenida de Gaudi
Spod Sagrady Familii idziemy deptakiem Gaudiego. Oglądamy typowe barcelońskie rozwiązania urbanistyczne: szerokie aleje i dokładnie takie same kwartały kamienic ze ściętymi rogami (gdyby nie one to byłoby dopiero klaustrofobicznie). Może i wygląda to wielokomiejsko, ale roślinności nie ma praktycznie w ogóle, a psy robią kupę na chodnikach. Prawie całe miasto składa się z tych równych kwartałów kamienic.

 

Szpital św. Pawła
Na końcu Avenidy de Gaudi trafiamy na modernistyczny (a więc przypominający styl sławnego Graudiego) szpital. Jak dla mnie to bardziej przypomina kościół, ale w sumie ciekawy. Robimy sobie przerwę na kawę (szkoda nue robić, gdy kawa kosztuje 1,7e) w piekarni, w której po podłodze łaził karaluch. Do następnej atrakcji decydujemy się dojść na piechotę, ale trasa wzdłuż jakiejś obwodnicy śródmieścia nie jest zbyt przyjemna.

Park Guell
Kolejne dzieło najsławniejszego katalońskiego architekta znajduje się z dala od transportu publicznego, w środku dzielnicy mieszkalnej. Do Parku Guell niestety(?) nie udaje nam się wejść bez wcześniejszej rezerwacji. Oglądamy więc część ogólnodostępną (wciąż jest to w końcu zwykły park), ale charakterystyczne dla Gaudiego jakby naturalne, ziemne konstrukcje mnie nie porywają. Park jest zresztą rozdeptywany przez turystów, którzy czekają na swoją kolejność wejścia, a wszystkie meble miejskie są otoczone barierkami. Fajny jest tylko widok, bo park znajuje się na wzgórzach nad miastem. Wstęp do ławki Gaudiego jest biletowany (8e), ale wszystko da się zobaczy jakoś od tyłu albo przez bramę. Charakterystyczne jakby lukrowane budynki pokryte elewacją że zabitych płytek (Polacy doceniają) są częścią ogrodzenia. Cokolwiek związanego tutaj z Antonio Gaudim jest maszynka do robienia pieniędzy.

Tapas za 60 euro
Po wyjściu z parku rzucamy się do pierwszej lepszej, turystycznej restauracji. Jedzenie nie jest złe, ale zostawimy tam 60e, a samo piwo jest po 6, a kierownik czuje się szeryfem toalety. Tapas krewetki w czosnku są super! Wciaż zabijamy czas do wejścia do Sagrady Familii, więc jedziemy autobusem pooglądać jeszcze trochę Gaudiego. Autobusem po Barcelonie jeździ się wolno, ale czałkiem sprawnie.

Passeig de Garcia
Wysiadamy na Passeig de Garcia – szerszej, ładniejszej i luźniejszej promenadzie niż La Rambla. Nie wiem czemu wszyscy turyści są kierowani tylko tam. Ulica przypomina bardzo paryskie Pola Elizejskie, tylko jest czystsza. Przy Passeig de Garcia oglądamy dwie kamienice Gaudiego: Dom Kości (Casa Batllo) i Casa Milo. Od innych pięknych kamienic w Barcelonie odróżnia je tylko tłum turystów na chodniku, a my mamy wrażenie, że inne są tu ładniejsze… Casa Batllo ma swój organiczny urok, ale nigdy byśmy nie zapłacili 22,5e za osobę za kamienice za możliwość zwiedzenia jej w środku. Casa Milo jest jeszcze mniej ciekawy… Przy okazji trafiamy na targ Mercat de la Caonceptio – stary i ładny targ spożywczy tylko – w odróżnieniu od La Bouqerii – nie rozdeptany przez turystów.


Leave a comment


This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.