Barri Gotic


Zbiórka na Okęciu
Do Barcelony lecimy samolotem. Bilety są dość tanie, bo kupowałem je w styczniu(!) – normalnie to dość drogi kierunek. Na wycieczkę lecimy z rodzicami Agnieszki – ostatnie pieniądze ze ślubu postanowiliśmy wydać na spełnienie marzenia Agnieszki z dzieciństwa i wzięcie mamy w zagraniczną podróż. Dla niej wszystkie te lotniskowe procedury, sam lot i w ogóle zagranica to będzie coś całkowicie nowego. Tak więc wszystkie pieniądze ze ślubu poszły właściwie na podróże (Japonia, Zatoka Perska i teraz Barcelona). Nie wiem, czy to dobrze o mnie świadczy, ale nie można temu odmówić fantazji. Wylot jest nieszczęśliwe dość późno, bo o 19.

Barcelona to nie Hiszpania
Wszędzie słyszę o tym, że Barcelona to Katalonia, a nie Hiszpania. Jak to naród górski, Hiszpanie(?) są bardzo zróżnicowani pod względem kultury. W Katalonii najchętniej w innym języku niż urzędowy hiszpański (kasylijski), a sam kataloński brzmi trochę jak mieszanka francuskiego i hiszpańskiego. Najbardziej charakterystyczny hiszpańskie stereotypy, czyli corrida i flamenco są to obcymi tradycjami (sama corrida jest zresztą zakazana w Katalonii, żeby się odróżnić od reszty kraju).

Carrer Neu de la Rambla 141 1″1
Mieszkamy w mieszkaniu wynajętym przez AirBnB w przedwojennej kamienicy, urządzonym dość studencko. Na ulicy bary są pełne ludzi i w ogóle jest dość głośno, ale my zostajemy przy herbacie i rozmowie.

Kawa po 1e
Ekstremalne życie nocne i późny przyjazd dało nam w kość i z mieszkania wychodzimy po 9. Śniadanie zjadamy w domu, ale kawy nie da się zorganizować. W niedzielny poranek kawa jest tak deficytowych towarem, że do piekarnio-cukiernio-kawiarni ustawia się kolejka. No ale głupio nie pójść, bo kawa z ciastkiem kosztuje 1,7e, co nawet dla Polaków jest rozsądną ceną. Ogólnie miasto wygląda dość smutno, ale może to wina graffiti na roletach wielu zamkniętych lokali (w Europie niedziela to dzień wolny).

 

Placa Reial
Pierwszy punkt, w którym się zatrzymujemy i nie dotyczy jedzenia (Palau Guell na razie sobie darujemy) to plac Królewski. Wybetonowane podwórko między XIX-wiecznymi kamienicami i palcami, na którym w niedzielne poranki odbywa się targ staroci. Poza działem filatelistycznym i czymś przypominającym kolekcjonerskie kapsle do piwa, rozkładali się tam ludzie z niewyobrażalnymi badziewiami, przy których korona dawnego Stadionu X-lecia była źródłem wartościowych przedmiotów. Między palmami na Playa Reial kłóciły się, zamiast gołębi, zielone papugi.

 

Barri Gotic
Po przejściu przez La Ramblę znaleźliśmy się już w dzielnicy gotyckiej – najstarszej części miasta. W pierwszym kościele, do którego się władowaliśmy, akurat odbywała się msza po polsku. Okolica jest dość turystyczna i, chociaż turystów nie jest nie wiadomo ile, to stanowią oni większość przechodniów. Na Placa de Sant Jaume zrobiliśmy okiem na parlament Katalonii i magistrat Barcelony.

La Seu
Barcelońska katedra jest ogromnym, gotyckim kościołem w centrum starówki. Katedra faktycznie robi wrażenie, ale gdy do niej trafiliśmy akurat o odbywała się msza i niewiele byliśmy w stanie zobaczyć. Po wyjściu trafiamy przypadkiem na międzynarodową paradę policjantów z całego świata. Na obiad jemy tapas – hiszpańskie małe (choć nie takie tanie przekąski): tortiję, chorizo, krewetki, piwo i wino.

Katadra – podejście drugie
Dziś znów atakujemy barcelońską katedrę z trochę większym sukcesem niż wczoraj. Czyli udaje nam się dojść aż do ołtarza, choć nie udaje nam się zobaczy wirydarza strzeżonego przez gęsi. Zwykle w tych najbardziej znanych kościołach w Europie zachodniej turystów jest tyle, że w kościele praktycznie nikt się nie modli, a wszyscy robią zdjęcia. Dobrze więc, że chcociaż w niedzielę katedra służy do swoich pierwotnych celów. Sam gotycki kościół jest ogromny i robi wielkie wrażenie.


Leave a comment


This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.