Canal Grande


Canal Grande
Najbardziej charakterystyczną cechą Wenecji są kanały zamiast dróg – wzdłuż niektórych są poprowadzone chodniki, a z niektórych bezpośrednio wchodzi się do budynków. Największym kanałem jest Canal Grande, po którym kursują gondole  (a często stoją w korku z turystami), wodne taksówki (tańsza wersja) i tramwaje (najtańsze czyli 7,5e). Wzdłuż Wielkiego Kanału raz można chodzić, a raz nie. Nad brzegiem stoją postoje gondoli oznaczone charakterystycznymi, pasiastymi palami, a domy przy nim mają najbardziej okazałe fasady. Przez Canal Grande jest też poprowadzony najładniejszy wenecki most (ona ogólnie są ładne, bo dla wysokiego prześwitu są półokrągłe)  – Rialto. Teraz akurat jest w renowacji, a ilość turystów przekraczała wszelkie akceptowalne granice, więc wizyta tam była raczej przykrym doświadczeniem.

W vaporetto
Ponieważ w Wenecji czujemy się już prawie jak u siebie, postanawiamy obejrzeć inne wyspy zatoki. Wybór pada na drugą największą wyspę – Murano. Autobus opływa pół Wenecji, a my widzimy z wody tak nieturystyczne obiekty jak szpital, koszary czy jakieś magazyny (wszystko w zabytkowych budynkach). Gdy płynie większa fala, to woda wlewa się do naszego autobusu przez otwarte okna. Wysokie fale to jeszcze jeden powód przeciw pływaniu po Wenecji gondolą. Jak już wspominałem, vaporetto płynie tak wolno, że po drodze pasażerowie zasypiają. Po drodze mijamy różne wyspy, wysepki i mielizny, ale najdziwniejsza jest chyba San Michele, którą w całości zajmuje… cmentarz.

Jak to 14 km wracaliśmy w 3 godziny
Generalnie pieniądze i chęci na obiad w restauracji były, ale przez cały 40-minutowy spacer na dworzec (to miasto wcale nie jest takie małe) nie znajdujemy żadnego miejsca, którego rozsądek i doświadczenie nie każe omijać. Ani pizza z parówką i frytkami, ani restauracja, w której dania były mrożone, ani spaghetti za 15e nie wydawały się niczym sensowym i w końcu godzimy się na kolejny śródziemnomorski piknik z Lidla i ravioli podgrzewane w hotelowej umywalce. Niestety, z powodu włoskiej organizacji i pecha, powrót z pl. Św. Marka zajmuje nam ponad trzy godziny, w związku z czym drzwi Lidla możemy tylko pocałować.


Leave a comment