Dorsoduro


Wenecja
Do Wenecji (sensu stricto czyli części na wyspie) przyjeżdżamy tramwajem – tym samym mostem jadą jeszcze pociągi, autobusy i samochody (te trzeba zostawić przed miastem). Pierwsze, co widzimy, i co stanowczo poprawia mi humor to fakt, że to miasto po prostu żyje, a nie jest skansenem-muzeum-cyrkiem-ze-śpiewającymi-gondolierami. Normalnie są tu jakieś szkoły, budowy, targi, nawet supermarket i normalni mieszkańcy. Na zwiedzanie Wenecji – tak się złożyło – mamy dość dużo czasu, bo aż trzy dni – bo chcemy zobaczyć festiwal i pokaz fajerwerków w sobotę, więc idziemy sobie w nie do końca określonym kierunku.

Idąc, gdzie nas oczy poniosą, oczywiście momentalnie gubimy się gdzieś w dzielnicy Sestiere Dorsoduro (ze względu na skrajnie gęstą zabudowę, projektowany na amerykańskie drogi GPS nie na wiele się tu zdaje), co okazuje się najlepszym, co mogliśmy zrobić. Wszystkie domy tutaj są stare i klimatyczne, choć nie wszystkie bogate i zadbane, a kompletny brak nowej zabudowy i samochodów sprawia, że Wenecja przypomina świat średniowiecznych miast wykreowany w grach wideo. Jednym słowem za każdym rogiem widok jest bardzo ładny i ciekawy. Turystów tu nie ma właściwie w ogóle, mieszkańców też niewielu i jest bardzo spokojnie.

Campo Santa Margarita i poradnik, jak tanio przeżyć w Wenecji
Trudno nam teraz odtworzyć pokręconą trasę (z powodu kanałów tutaj co druga droga jest ślepa), jaką szliśmy przez to miasto, ale w pewnej chwili doszliśmy na plac św. Małgorzaty. Na placu stały stragany z warzywami i rybami, a my – jak miejscowi – dopełnialiśmy butelkę wody z Biedronki w fontannie. W miejscowych lokalach najpopularniejszym drinkiem na tą porę roku jest spritz z aperolu (coś jak Campari), a kawiarnie sprzedają świetne kanapki (3,5e) i kawę (1e) w rozsądnych cenach. Jak się później okaże, trudno tutaj znaleźć jakieś miejsce na obiad a’la carte, ale bardzo dobrze i łatwo sobie tutaj podjeść kanapki i sałatki itp. Najpopularniejszą pamiątką z Wenecji są maski karnawałowe wzorowane na postaciach z komedii dell’arte. Dostępne są w najróżniejszych, nawet całkiem dostępnych cenach. My decydujemy się na kupienie całych białych (0,5e) dla całego zespołu Agnieszki, które ona pomaluje jakoś klimatycznie.

Leave a comment