Jeziora Plitwickie


Jeziora Plitwickie
Krajobraz w chorwackich górach zupełnie nie przypomina wypalonego słońcem wybrzeża – tKrajobraz w chorwackich górach zupełnie nie przypomina wypalonego słońcem wybrzeża – tu czujemy się dokładnie jak w polskich Bieszczadach. Mimo że jesteśmy jeszcze trochę na południe o Krk, to jest tu o 10 stopni chłodniej i rosną tu gęste, bukowe lasy. Dziś idziemy na całodzienną wycieczkę po parku narodowym. Wstęp do parku w lato kosztuje 180, a parking w lesie jest płatny 70 kun i tak – trochę czujemy się ciągle przez miejscowych ocyganieni.

Górne Jeziora
Sama trasa przez park narodowy ma 18 km, ale są sprytnie rozwiązane autobusy i rejs statkiem, żeby nie wracać tą samą trasą. W praktyce, dlatego że park jest dolinie, gdzie żadna droga się nie zmieści, i tak trzeba się sporo nachodzić. Większość ścieżki prowadzi wąskimi kładkami, na których jest – może nie tyle, co ciasno, ale stanowczo za wysokie stężenie karków, januszy i wycieczek szkolnych. Same jeziorka za to piękne – idzie się wzdłuż (i w poprzek) jezior i rozlewisk górskiej rzeki. Są więc jeziora, wodospady, skały, góry i dużo roślin, ale największe wrażenie na nas robi woda – przez specyficzny skład chemiczny (rozpuszczony w wodzie wapień) woda przypomina bardziej szkło niż zwykłe jezioro. Jest bardzo, bardzo czysta i widać wszystko co się w niej znajduje (ryby, powalone drzewa, skały) kilka metrów pod powierzchnią, a także ma charakterystyczny turkusowy kolor. Czym jest głębiej, tym mocniej go widać, więc w głębszych jeziorkach ma się wrażenie, że to już nie woda, a inna, turkusowa substancja. Robi to niesamowite wrażenie i naprawdę tego widoku nie da się zapomnieć. A przynajmniej mówię o nas, a nie o karkach z piwem w siatkach z supermarketu, którzy próbują wszystkich wyprzedzać na 1,5-metrowej kładce.

Dolne Jeziora
Gdy schodzimy z pierwszej części jezior (pod koniec było jeszcze kilka ładnych wodospadów i najwyższe zagęszczenia buraków w parku), przepływamy statkiem przez największe i najmniej ciekawe jezioro. Na obiad jemy polski wycieczkowy klasy – kiełbasę z bułką – i jabłka. Butelki napełniamy wodą z jeziora. Dolne jeziora są większe i mniej zróżnicowane, ale też głębsze, więc bardziej niebieskie. Stojąc na brzegu (gdy akurat ktoś się nie przeciska) widzimy stromo opadający brzeg ginący w turkusie. Tutaj dolina jest szersza i zamiast lasu nad głową widzimy wapienne skały nad niebieską wodą. Na koniec widzimy największy wodospad na Jeziorach. Łatwo się go fotografuje, może zostanę fotografem krajobrazu? Wydaje się to dużo łatwiejsze, niż fotografowanie ludzi. Wycieczka kończy się 2-kilometrowym podejściem do głównej trasy, by trafić na przystanek autobusowy. Fajnie, że obie części były tak zróżnicowane i oglądało się w każdej coś innego. Chcemy tu wrócić jeszcze w innej porze roku.


Leave a comment