Krk


Krk
Mimo że Chorwacja dopiero się zaczyna, krajobraz jest już bardzo południowy. Dziś jedziemy (bo jest most) na pierwszą z dalmatyńskich wysp, żeby zobaczyć coś innego niż kolejne średniowieczne miasteczka. Tutaj Krajobraz to już tylko słońce, morze, jałowe skały i tłumy niemieckich, i polskich turystów. Jest naprawdę gorąco, choć termometr pokazuje tylko 31*.

Plaża w Starej Baśce
Żeby uniknąć tłumów, jedziemy na najdalszy koniec wyspy wybierając zawsze gorszą drogę na skrzyżowaniu. Przez górski charakter i skaliste wybrzeże, jest bardzo mało miejsc, gdzie można zejść nad morze, a prawdziwej plaży jak nad polskim morzem nie ma w ogóle. Więc te tłumy turystów zajmują absolutnie każdy kawałek skały nad morzem. Na krańcu drogi na któryś z półwyspów znajdujemy plażę z wolnym miejscem i płatnym parkingiem. Po godzinie siedzenia uznajemy, że te wyspy to tylko kupa kamieni i nie ma co tu robić, bo my zamiast leżeć i pić piwo, wolimy zwiedzać stare miasteczka i pic kawę na rynku. Na plaży każdy siedzi obok siebie i ze sobą nie gada. Może udają, że nie są z Polski. Woda jest całkowicie przejrzysta (ale w wapiennych jeziorach jeszcze ładniejsza) i widać żyjące pod wodą jeżowce, dlatego do wody wchodzi się w sandałach. Na szczęście w kubotach da się jako tako pływać, a w wodzie upał jest znośny. Chyba jestem za młody na siedzenie na plaży.

Krk
W drodze powrotnej wpadamy jeszcze do sennego miasteczka (bo turyści jeszcze nie zjechali z plaż) i stolicy wyspy o tej samej nazwie. Dużo tutaj domów letniskowych, ale jest też i starówka, ale nie podoba nam się jakoś szczególnie. Pijemy granitę, bo jest za gorąco na obiad (chociaż szczerze mówiąc przez tę pogodę w ogóle nie dużo jemy).

Rijeka
Wszystkie te miasteczka się oddzielone od siebie mniej więcej godziną drogi przez piękne, zielone wzgórze. Jednak jeśli Piran i Rovinj były miastami ze snu, to Rijeka pochodzi z brutalnej, szarej rzeczywistości. Nasz nocleg, to całkiem przyjemne mieszkanie na wynajem i to za rozsądne pieniądze (35e), ale okolica to brudne i brzydkie blokowisko. Chyba odechciało nam się zwiedzania tego miasta.
W drogę
Te śródziemnomorskie klimaty to zdecydowanie nie nasza bajka i postanawiamy nie jechać dalej na południe. Wolimy góry niż wypalone słońcem wyspy, więc nasza wycieczka powoli się kończy. Zmierzamy w stronę parku narodowego Jeziorek Plitwickich – byłem kiedyś tutaj dawno temu (zanim jeszcze robiłem zdjęcia) i zapamiętałem jako jedne z piękniejszych miejsc na świecie. Chcę je więc teraz pokazać Agnieszce. Jakoś przebolejemy te 180 kun (100 zł) za wejście. Cwani ci Chorwaci. Droga jest długa, bardzo ładna i bardzo, bardzo kręta.

Leave a comment