Lublana


Lublana
Słowenia to taki kieszonkowy kraj, który bardziej pasuje na poruszanie się rowerem, niż samochodem. Ale drogi też mają bardzo dobre i po pół godziny drogi dojeżdżamy do stolicy, i właściwie od razu żałujemy, że nie zostaliśmy dłużej w górach. Lublana to głównie bloki i problem z parkowaniem. Starówkę, owszem, jakąś tam mają, ale podobnie jak w Warszawie czy Bratysławie – zaraz za nią wyrastają bloki. Oglądamy więc ten słynny Trójmost, Kościół św. Mikołaja i Zamek, ale najbardziej jednak podobają nam się morele (1e) kupione na Targu Wodnik. Do Lublany wpadamy więc głównie tylko na obiad. Wjeżdżamy jeszcze na wzgórze zamkowe (niesamowite, ile rzeczy jest tu dostępne samochodem), by pofotografować z góry jeszcze więcej bloków.
Przez Słowenię
Ruszamy na południe w stronę jaskiń w Postojnej i Piranu, ale przenocujemy chyba gdzieś po drodze, bo ceny noclegów na słoweńskim wybrzeżu są dalekie od normalności (do tej pory za noclegi płacimy średnio 40e). Plan był taki, by pokazać Agnieszce jaskinie, bo nigdy podobno w żadnej nie była, ale nie mamy chyba na to budżetu (23e/os), więc przynajmniej sobie spokojnie odpoczniemy. Nocujemy w jakiejś stadninie konnej przy bardzo lokalnej drodze. To dla mnie nowe doświadczenie zjeść śniadanie w jednym miejscu, obiad w innym, a kolację gotować sobie na parkingu w jeszcze innym.

Leave a comment