Brooklyn


DUMBO/Brooklyn
Mając dość turystycznych klimatów (nasza okolica 7 Av/55th też jest turystyczna), idziemy poszukać jakiś mniej oczywistych miejsc w Nowym Jorku. Zaczynamy od pchlego targu na Brooklynie, gdzie Irek sobie przypomina, jak sam zaczynał karierę w handlu. Targ niestety cierpi ma frekwencji z powodu strasznej pogody – jest ok. 2*C, a znad East River strasznie wieje (prostopadła siatka ulic tego miasta też raczej nie pomaga). Sprzedają tu starcie i hipsterskie wyposażenie domu. Zlitowałem się nad Irkiem i zostawiłem go w kawiarni na śniadaniu (niedobra, ale za to tania bułka z jajecznicą), a sam twardo fotografuję. Widok na Manhattan (jak się dowiedziałem to niespotykane słowo pochodzi z języka miejscowych Indian i oznacza po prostu wyspę) i żeliwny Most Brooklyński jest niezły, ale chyba nie udaje mi się zrobić tego zdjęcia, za którym chodziłem. Generalnie Nowy Jork jest bardzo fotogeniczny (mi się ten styl architektury kojarzy z terenami kolejowymi, które zresztą też są chętnie fotografowane) i spójny wizualnie, więc fotografom bardzo się podoba, ale nie wiem, czy cywile mieli by tu zabytki do zwiedzania. To nie jest ładne miasto, tak jak starówka w niemieckich miastach – Nowy Jork jest brudny, zatłoczony, głośny i niezbyt bezpieczny (chociaż i tak czuję się tu o wiele bezpieczniej niż w Miami). Mnie tu tak wszystko zachwyca, że mam bardzo dużo materiału – powyżej 3000 zdjęć. Nie dziwię się już historiom typu: nikomu nie znany fotograf wyjeżdża fotografować życie ulic Nowego Jorku i dostaje pierwszą nagrodę w konkursie – tu się bardzo łatwo fotografuję. Szukając metra (jak zwykle któraś linia lub stacja jest zamknięta do remontu) oglądamy większy kawałek Wzgórz Brooklyńskich – to dziwnie puste i rzadko zabudowane jak na odległość do centrum miasta, modernistycznej osiedle.

Marihuana
W Nowym Jorku marihuana jest nie jest ścigana na własny użytek (z dilerami walczą z całą zaciekłością amerykańskiego prawa), więc od czasu do czasu można poczuć charakterystyczny trawiasty zapach. Jednak jej użytkownicy nie zachęcają – wyglądają jak bezdomni, w odróżnieniu do Polski, gdzie jest to raczej używka studencko imprezowa. Trudno jednak to krytykować z polskiej perspektywy, gdzie alkoholizm nie jest nawet sankcjonowany społecznie. Nowojorskie metro jest takie małe (perony, przejścia, pociągi, dwustronne bramki), że trudno uwierzyć, że wystarcza dla takiego dużego miasta (8 mln ludzi). Jednak nie ma tu tłoku i zwykle wszyscy siedzą. Ale Amerykanie w ogóle żyją wolniej i na wyższym standardzie niż Polacy – nikt się nie spieszy i ma pieniądze, żeby posiedzieć w kawiarnii. Wszyscy się uśmiechają są uprzejmi i pomocni.

Steve McCurry w Rubin Museum
W Nowym Jorku pada (ten atlantycki klimat nie jest przyjemny), więc wykorzystuję ten dzień na obejrzenie wystaw fotograficznych. Dzięki legitymacji prasowej oszczędzam 15 dolarów na wystawie jednego z moich ulubionych fotografów Steviego McCurrego. Już widzę, że USA to kolejny kraj który traktuje fotografów jak dobro narodowe – wystawa jest w normalnym muzeum, a nie gdzieś na klatce, a ludzi jest dużo. Przewodnicy tłumaczą, co artysta miał na myśli (trochę dziwne to akurat w przypadku fotoreportażu, gdzie fotografa nie jest dużo i oddaje całą uwagę bohaterom zdjęcia). Nawet McCurry mi mówi, żebym częściej zakładał portretowkę. Same muzeum też ciekawe, bo pokazuje… sztukę Himalajów. Coś zupełnie innego. Duże wrażenie robiła też zaimprowizowana świątynia buddyjska. Żeby miasto było jeszcze bardziej widowiskowe, to w czasie dużej wilgotności powietrza studzienki tutaj parują.

B&H Photo Video
Dziś jest okropna pogoda i kiepskie światło, więc robię sobie wolniejszy dzień. Mimo to jadę kolejny raz na Brooklyn (mam dziś pecha do metra i ciągle się gubię), żeby wykonać kultowe zdjęcie Mostu Manhattańskiego z Washington Street. Gdy grzeję się w deli, chodzi po nim kot. Później jadę do kultowego sklepu fotograficznego B&H Photo Video, który znajduje się w nieciekawej okolicy Dworca Pensylwańskiego (Garment Disctrict). Sam sklep jest niesamowity. Aparaty fotograficzne to tylko początek, czego tu nie ma! Aparaty wielkoformatowe, wyprzedaż oświetlenia z jakiegoś studia filmowego, drony po tysiące dolarów, muzeum starych aparatów, sprzęt ciemniowy, prototypy roznych dziwnych aparatów np. Lytro i masa akcesoriów, zelastw, pasków i toreb na to wszystko. Udaje mi się powstrzymać i nie wydać całych pieniędzy, kupuje tylko lekko używaną torbę fotograficzną w bardzo rozsądnej cenie. To torba bawełniana od Agnieszki jest bardzo ładna, ale niewygodna i mało wytrzymała. Jednak nylon jest najlepszy. Ciekawe też jest to, że sklep prowadzą w dużej części… żydzi, a sam sklep jest zamknięty w czasie szabatu (od piątku w południe i przez całą sobotę).

Nie wydaje mi się, żebym poznał Nowy Jork chociaż w połowie, ale nie chciałbym mieszkać w centrum takiego wielkiego miasta. Przez kilka dni nie widziałem drzewa – poza Central Parkiem i kilkoma skwerami nie ma ich na Manhattanie. Znów udaje mi się zgubić w metrze. Cały dzień padało, a w nocy temperatura spada poniżej zera.


Leave a comment