5. Aleja


MoMA
Dzień zaczynam od wizyty w nowojorskim muzeum sztuki modernistycznej. Jest nie za duże i całkiem przystępne, więc nie lecę tylko do Van Gogha i Matisse’a, a oglądam tyle muzeum, na ile pozwala czas. W zagranicznych muzeach przewodnicy często organizują warsztaty, w których tłumaczą sztukę. W przypadku ekspresjonistów i dzieci to chyba dobry pomysł.

Autobusy na Manhattanie
Po wyjściu pędzimy na autobus na prom, ale nasze próby dojechania tam stają się coraz bardziej rozpaczliwe i mniej rozsądne, aż w końcu dojeżdżamy autobusem spóźnieni o 40 minut. Autobusy w Nowym Jorku to jest w ogóle męska przygoda, bo zatrzymują się na przystankach według dziwnej logiki, nie trzymają się rozkładu i stoją w taksowkarskich korkach. Nie polecam. Na południu Manhattan staje się mniej wielkomiejski, kamienice są niższe, z charakterystycznymi żeliwnymi schodami przeciwpożarowymi, więcej jest mieszkańców, a nie turystów czy pracowników.

Midtown South
Póki słońce nie zachodzi za wieżowce oglądam jeszcze park Madison Square Garden i najstarszy, a także najśmieszniejszy wysokościowec w Nowym Jorku – Flatiron Building („budynek płaski jak żelazko”). Ta kilkunastopiętrowa kamienica zbudowana w stylu neoromańskim na trójkątne działce, więc w najwyższym miejscu ma niecałe dwa metry. Spacer wzdłuż Broadwayu (Brodaway to chyba najdłuższa manhattańska ulica i – jako jedna z niewielu – zupełnie nie wpisuje się w geograficzną siatkę ulic) przez dzielnice mieszkalne jest przyjemniejszy niż przez nasze eleganckie, biznesowe i turystyczne Midtown. Sprawdzam jeszcze dla Agnieszki sklep z odzieżą sceniczną, ale okazuje się, że nie łatwo (może i łatwo, ale nie tanio) być w Nowym Jorku gotką.

5 Aleja
Wracamy na piechotę na nasz róg 7 aleji i 55 przecznicy. Po drodze mijamy piąta – modną ulicę na zakupy. Mnie bardziej niż Prada interesuje raczej sklep Barney & Noble – elegancka księgarnia. Po drodze widzimy Rockeffelerer Center – jeden z bardziej charakterystycznych starych drapaczy chmur. Bardzo ciekawe jest to, że na Manhattanie jest dość mały ruch samochodowy- ze względu na brak miejsc parkingowych (na ulicy nie ma ich wcale, a ziemia jest droga, więc zostawienie samochodu na parkingu prywantym kosztuje 40 dolarów dziennie) – wszyscy jeżdżą metrem lub taksowkami (tutaj to klient czeka na taxi, a nie odwrotnie). Tak więc te szerokie ulice-kaniony są w dużej mierze puste. Na drodze bezwzględnie rządzą piesi i wszyscy przechodzą na czerwonym świetle. Czym później, tym więcej pojawia się żebraków i bezdomnych.


Leave a comment