Dom Hemingwaya


 

Na śniadanie jemy naleśniki z syropem kukurydzianym, które robi nam automat. Ale za to jemy na wolnym powietrzu przy basenie. Dziś planowaliśmy popłynąć na wycieczkę statkiem, ale wysokie fale i ciemne chmury do tego nie zachęcają. W końcu deszcz szybko przechodzi, ale jakoś tak głupio płynąć na rejs po południu. Na Key West nie jest może bardzo gorąco (25*), ale wysoka wilgotność męczy człowieka. Nie mogąc ustalić niczego konkretnego z moim partnerem w podróży, łażę cały dzień po mieście. Te domy bez płotów tylko wygadają przyjaźnie – wszędzie są tabliczki „no tresspassing” i „keep out”, i należy nie robić sobie skrótów przez takie posiadłości, bo amerykański sąd nie karze za postrzelenie na własnym terenie. Szczególnie obcokrajowca.

Małe Bahamy

Po drodze oglądam Małe Bahamy, czyli osiedla karaibskich imigrantów (niektóre komunalne) i już nie myślę, że ten kraj jest taki liberalny pod względem ekonomicznym. W historii Key West zdarzały się zresztą okresy, w których wszyscy mieszkańcy żyli z pomocy państw (to mniej więcej ten okres, gdy zbudowano latarnie morskie i szabrowanie rozbitych okrętów się skonczyo, a państwo nie dofinansowało jeszcze rozwoju turystki). Miłe jest to, że przetrwało tu tak dużo starych domów, a nowe buduje się z uwzględnieniem okolicy.

Cafe con leche

Przed lunchem udaje zobaczyć jeszcze Fort Zachary (wygląda jak forty Twierdzy Warszawa) w lesie iglastym nad morzem. Niezbyt ciekawy, a ponieważ przystosowany dla samochodów, to strasznie się złaziłem. W Key West znajduje się jeszcze „rozrywkowy” cmentarz z popularnymi w intrenecie ostatnimi słowami na nagrobku „mówiłem ci, że jestem chory”, ale nie wiem, po co miałbym tam iść. Na obiad jemy „prawdziwie kubańskie” kanapki z wieprzowiną. Bardzo lubię i zaczynam się uzależniać od tutejszego mrożonego cappuccino od Starbucksa sprzedawanego w sklepie w prawie rozsądnych cenach.

Dom Hemingwaya

Po południu udaje nam się zobaczyć dom Ernesta Hemingwaya, który jest chyba najciekawszą atrakcją tego miasteczka. Dzięki temu można obejrzeć, jak te południowe domy wyglądały w środku (a okazuje się, że dość skromnie). A wszystko przebija tropikalny ogród z 40-metrowymi rozłożystymi drzewami, pod którymi mieszczą się domy.


Leave a comment