Deira


dubaj12-1

dubaj12-2

dubaj12-3

dubaj12-4

dubaj12-5

dubaj12-6

dubaj12-7

dubaj12-8

dubaj12-9

dubaj12-10

dubaj12-11

dubaj12-12

dubaj12-13

dubaj12-14

dubaj12-15

dubaj12-16

dubaj12-17

dubaj12-18

dubaj12-19

dubaj12-20

dubaj12-21

Deira Fish Market

Rano wychodzę jeszcze na słynny tutaj targ spożywczy w Deirze. Ze skrzyżowania widać Costa Fortunę. Wydaje się mniejszy, niż oczekiwałem, ale wbrew nazwie nie sprzedają tu tylko ryby, ale też owoce i warzywa, mięso, ryż i kasze oraz bakalie (daktyle). Wygląda bardzo lokalnie, a ludzie się cieszą na widok aparatu. Tutaj, nawet w supermarketach, ryż sprzedaje się w dużych, kilkukilogramowych workach.

dubaj12-22

dubaj12-23

dubaj12-24

dubaj12-25

dubaj12-26

dubaj12-27

dubaj12-28

Handel

Wracam przez dzielnicę handlową z małymi sklepikami z dumnymi napisami „hurt i detal”, „tylko eksport” albo nawet „irańska kompania handlowa”. Może to w tych sklepikach podpisuje się umowy na sprzedaż chińskiej tandety na Allegro? Handluje się głównie akcesoriami do telefonów komórkowych, ale akurat na naszej ulicy jest wyjątkowo dużo sklepów sprzedających opony. Są jeszcze kafeterie, do których po kawę przychodzą tutejsi handlarze. Można tu kupić wyciskane soki (to kokosy wiszą), hamburgery, a wieczorem shawarmę (arab. danie wieczorne – bardzo mi się podoba ta nazwa, bo pasuje do polskiego kontekstu dania pomelanżowego).

Deira

Deira wygląda jak małe Indie. Udało nam się zjeść w tej hinduskiej kafejce. Zjedliśmy masalę (12) – bardzo ostry hinduski gulasz, który jesz łapiąc go plackiem. Jadłem rękoma wraz z Hindusami :) ja faktycznie szukam w podróży dziwnych, często zwyczajnych wrażeń. Wokół ludzie jedli rękoma biryani (jeszcze tańsze danie) – wielką porcję kurczaka ryżem (z nieograniczonymi dokładkami ryżu). A piliśmy lassi (7) – pitny słodko-kwaśny jogurt – świetne do ostrego jedzenia.

 

Morza nie ma

Mimo że Deira (i w ogóle stary Dubaj) leży nad morzem, to za bardzo nie ma do niego dostępu. Całe nabrzeże zajmują ogromne place budowy (w Deirze też budują palmę, ale planują ją skończyć jeszcze później niż trzecią warszawską linię metra), tereny przemysłowe i porty. Jedyna możliwość posiedzenia nad wodą to biedna promenada nad zatoką Creek.

PS. Abstrahując od Deiry, Dubaj to takie miasto, w którym galerie handlowe wyglądają jak zabytki, a zabytki jak galerie handlowe.

 

DBX

Po otrzymaniu panicznej wiadomości od naszych linii lotniczych (w tą stronę nazywają się Travel Service) „rezerwacja odwołana, prosimy o natychmiastowy kontakt”, udajemy się wcześniej na lotnisko. Kontaktu nie udaje mi się nawiązać, ale na miejscu wszystko okazuje się być w porządku. Jestem na dubajskim lotnisku po raz trzeci i za każdym razem wygląda inaczej. Wcześniej przyloty wyglądały jak Modlin z lat 80., a tutaj jest elegancko, ale lotnisko jest malutkie.

Jakiejś Arabce udaje się prawie zmiażdżyć mnie ładunkiem 300 par butów, a jak jej ten cały majdan ponownie pakuje na wózek, to i tak ma do mnie pretensje. Na lotnisku pakują się na loty głownie Hindusi, z których prawie każdy ma ogromny ładunek… nie wiadomo czego, ale wydaje mi się, że ktoś nadał jako bagaż telewizor. W ogóle dużo ludzi tu kupuje elektronikę, ale mi ceny nie wydają się niższe niż w sklepach internetowych. Na koniec jeszcze widzimy Arabów, którzy wsiadają do samolotu (niestety nie naszego) z sokołami (takie ich tradycyjne hobby). Z lotniska też widać Burj Khalifę. A, i pierwszy raz jadłem w samolocie bigos.


Leave a comment