Abu Dhabi


dubaj10-1

Port w Abu Dhabi nie jest piękniejszy niż inne dotychczasowe porty, ale wzbudza zainteresowanie naszej wycieczki, bo zaraz obok naszego statku stoi lotniskowiec. Kotwicujemy w Port Zayed, które jest tak daleko miejsca naszego zainteresowania, jak to tylko możliwe.

Abu Dhabi

Dziś spędzamy dzień w Abu Dhabi. To inny emirat niż Dubaj (i do tego zajmuje 80% powierzchni ZEA), czyli po prostu rządzi nim inna rodzina szejków. Abu Dhabi jest mniejsze niż Dubaj, ale jest od niego bogatsze (z powodu posiadania 9% światowej ropy jest prawdopodobnie najbogatszym miastem świata). Abu Dhabi jest też stolicą ZEA, oraz jest bardziej zachowawcze światopoglądowo (chociaż my tego nie zauważamy). Poza tym leży na wyspie ba wybrzeżu Zatoki. To bardzo nowe miasto – 40 lat temu nie było tutaj zupełnie nic. I to nie tak, jak na polskiej wsi, że były chociaż chaty i pola – tutejsi ludzie byli nomadami, więc mogły tu co najwyżej stać namioty i wielbłądy.

Cornishe

W terminalu i w busiku prześladuję nas grupa grubych i rozkrzyczanych arabskich kobiet. Po drodze widzimy okoliczne wyspy, na których znajdują się piaszczyste wydmy. W końcu Półwysep Arabski to największą piaskownica świata. Al Cornishe to z kolei nadmorska promenada, przy której stoi większość wieżowców. W Śródmieściu Abu Dhabi dominują wieżowce, palmy i malutkie (ale bardzo częste) meczety. Naszą uwagę zwraca przede wszystkim to, że jest jakieś spokojniejsze, przestronniejsze i znacznie bardziej zielone niż Dubaj. Wysiadamy na przystanku World Trade Center (to nie pierwsze WTC w ZEA zresztą). Chcemy dziś dostać się do Wielkiego Meczet Szejka Zayeda (do którego jedzie się ulicą szejka Zayeda z portu szejka Zayeda przez most szejka Zayeda). Szejk Zayed był twórca i pierwszym wkładcą ZEA, czyli tym który przerobił namioty na wieżowce. Jego liberalna polityka niesamowicie wzbogaciła kraj, więc jest tu powszechnie uwielbiany. Zbudował m.in. Wielki Meczet, w którym jest pochowany.

dubaj10-2

dubaj10-3

dubaj10-4

dubaj10-5

dubaj10-6

dubaj10-7

dubaj10-8

dubaj10-9

dubaj10-10

dubaj10-11

dubaj10-12

dubaj10-13

dubaj10-14

dubaj10-15

dubaj10-16

dubaj10-17

dubaj10-18

dubaj10-19

Podróż przez Abu Dhabi

Niestety, Wielki Meczet jest 25 km stąd – i według Internetu – można się tam dostać wyłączenie taksówką. Niestety, pierwszy taksówkarz za bardzo kombinuje, i zamiast włączyć taksomet, proponuje „specjalną cenę dla mnie” 250 AED. Nawet nie słuchamy jego następnych propozycji i wysiadamy z samochodu. Słyszymy jeszcze trochę ich ględzenia, że autobusem to na pewno się nie da dojechać i rozsądniejszych propozycji (160), ale dojazd autobusem staje się już sprawą honoru i naszych podróżniczych umiejętności. Okazuje się, że transport autobusowy w Abu Dhabi jest świetnie zorganizowany (na przystankach są mapki!), a kierowcy pomocni. W sumie za cały dzień jeżdżenia autobusami płacimy 40 AED. Choć w kraju samochodów nie jest to łatwe, to udaje nam się dojechać autobusem (trochę to zajmuje, bo to zupełnie drugi koniec AD). Musimy przejść jakiś kilometr, ale bryłę meczetu widać z daleka, więc nie sposób się zgubić. Dochodzimy do meczetu od tyłu, więc ochroniarz dzwoni dla nas po transport i de wejścia dojeżdżamy meleksem. Udało się, i nie jest to po prostu kwestia oszczędności, tylko możliwości – prostu nie miałem 250 AED.

Wielki Meczet Szejka Zayeda

Po pierwsze – czemu wielki: zwykle meczety są bardzo małe i skromne, więc to określenie Grand Mosque to znaczy tyle co katedra. Po drugie: ten jest jednym z największych na świecie, bo może pomieścić 41 tys. Wiernych, a każdym z minaretów ma po 100 m wysokości. Meczet – jak nic w ZEA – nie jest zabytkiem, ale jest – powiedzmy – arabizowany i udaje styl Wielkich Mogołów, czyli Tadż Mahal. Zewnątrz meczet jest biało-złoty i, po muzułmańsku, minimalistyczny. Meczet to właściwie ten kopulasty budynek z ogromnym dziedzińcem przed (na podłodze znajduje się największą na świece mozaika; jest wykonana z kamieni półszlachetnych i przedstawia kwiatki) oraz otacząjącą go kolumnada. To najbardziej pokazowa atrakcja w Abu Dhabi, więc chroni ją wojsko, a security (pomocni i znający angielski) siedzą pod służbowym parasolem co jakieś 50m.

Wewnątrz

Jeśli chodzi o wnętrze meczetu, to nie tego spodziewa się człowiek na podstawie wyglądu zewnętrznego, i nie przypomina niczego, co do tej pory widziałem. Prawie wszystkie ściany są pokryte mozaiką w kwiatki (rośliny to częsty motyw sztuki islamskiej, bo ludzie oraz zwierzęta są niedozwolone), przez co meczet jest bardzo kolorowy i dość… kobiecy. Robi wrażenie, ale moim zdaniem po prostu nie jest w guście Europejczyków, bo – choć w sumie ładny – to jednak wygląda trochę jak galeria handlowa.

Wychodząc w meczetu musimy przejść przez kilometry parkingów, a wychodzimy przez bramę dla samochodów. Tu naprawdę nikt nie jeździ komunikacją publiczną. Oferta podwiezienia meleksem obowiązywała tylko w jedną stronę. W autobusie siedzą z nami sami wąsaci Hindusi, a Arabowie brykają SUVami.

dubaj10-20

dubaj10-21

dubaj10-22

dubaj10-23 dubaj10-24

Marina Mall

W AB nic więcej właściwie nie udaje nam się zwiedzić. Robiąc przesiadkę na dworcu autobusowym, zauważamy, że – tak jak w Polsce – dworce są najbrzydszym miejscem w kraju. Jedziemy jeszcze do centrum handlowego Marina Mall, bo ponoć mają tam wieże widokową, ale okazuje się to wielką pomyłką. W drodze powrotnej autobus wywozi nas nie wiadomo gdzie, ale jakoś udaje nam się wrócić. Po drodze przechodzimy przed Ittihad Square, na którym stoi wielki dzbanek z kawą – ten sam co na arabskich monetach.

Jak się okazało, nasz 7 dniowy rejs trwał raczej 4 i pół, bo pierwszy dzień i dwa ostatnie spędzamy w Dubaju. Zrobili to, by ludzie przylatującym ich lotem pojechali jeszcze na wycieczki po Dubaju. Szkoda, że o tym też nie wiedzieliśmy, bo pewnie byśmy później przyjechali do Dubaju. Tak więc nie wiemy, co z dzisiejszym dniem zrobić. Wydostanie się z portu (tu już nie ma busików) kosztuje min. 60 AED w dwie strony, ale z każdej strony też nas bombardują ofertami na turystyczny Big Bus za 60e (nawet informacje turystyczna na statku).

Pod koniec dnia zaczyna się robić dziwnie (a rejs trwa niby do jutra). Zaczynają się jakieś ukryte opłaty, grożą mi jakimiś 130e, jak się nie zdążę wymeldować, ale najdziwniejsza jest kartka, według której mamy wystawić za 10 minut nasze spakowane walizki za drzwi. Godziny opuszczenia statku też są inne (wcześniejsze), niż obiecywało niemieckie biuro podróży (ech ta włoska organizacja).

Rano obudzono nas komunikatami przez interkom: pędź teraz, żeby odebrać swój paszport. Ponieważ godzina wyokrętowania się zmieniła posypał się dzisiejszy nocleg w Dubaju, a nocleg w Pradze posypał się z mojej winy. Musieliśmy jeszcze zapłacić dziś 130e opłaty, a ja kombinuję kontakt z dzisiejszym hotelem. Siedzimy, czekamy.

Walka
Dochodzi 13. Wyokrętujemy się. Niestety na postoju dla taksówek (tu są tylko taksówki) dochodzi do targu nami – obskakuje nas kilkunastu ze „specjalnymi ofertami dla mnie” typu 120 za 7-kilometrowy odcinek drogi (z wyłączony taksometrem, realna cena to 40). Do tego nikt nie zna naszego hotelu, ale tylko dla niektórych jest to kłopot. Gdy pierwszy raz zostałem tutaj tak osaczony na lotnisku po przylocie po prostu huknąłem na któregoś – fakt, w końcu zaczęli podawać sensowniejsze ceny, ale ja straciłem twarz. Tym razem idę po pomóc. Potężny, czarnoskóry ochroniarz stara się utrzymać jakoś porządek i wyrzuca wszystkich, którzy tego hotelu nie znają. Garstka, która została, też się okazuje, że nie zna tego hotelu, więc karzemy się po prostu zawieźć na najbliższą stację metra, po czym to ja za pomocą nawigacji w telefonie pilotuje taksówkarza. Deira to malutkie uliczki bez nazw (mają niby jakąś niejasną numerację) i numerów domów, które do tego (szczególnie w wolny od pracy piątek) wyglądają jak trzeci świat, ale po telefonie do hotelu to oni nas znaleźli. Deira tylko wygląda tak źle – stare budynki, pozamykane lokale i ludzie spędzający czas w bramach (zamieszkuje tu irańska diaspora), ale tak naprawdę jest tu jak wszędzie super bezpiecznie (urzędy w Abu Dhabi posługują się w ogóle określeniem „wolne od przestępstw), a każdy zaułek ma monitoring.

Czy w Dubaju jest drogo?
Dubaj jest miastem ogromnych, niespotykanych w Polsce, różnicach dochodów, więc jest w nim zarówno drogo, jak i tanio. Da się zjeść kebab za 5 AED i pić butelkowaną wodę po 1, ale można też zamówić szejka z mlekiem wielbłądzim za 100. Da się jeździć autobusem po 2-3 AED, albo limuzyną, jakiej w Polsce po prostu nie ma. Tylko mieszkać się nie da taniej niż za 200, ale z drugiej strony, w Dubaju jest też najbardziej luksusowy hotel na świecie za ok. 14000 za noc. Niestety, turystę będą oni traktować jak kogoś bogatego i nawet nie będą podsuwać tańszych rozwiązań: np. zawsze da się gdzieś podjechać autobusem lub marszrutką, ale Tobie zaproponują taksówkę i będą myśleli, że robią dla Ciebie dobrze. A mój sposób myślenia spotkał się ze zrozumieniem jedynie u recepcjonisty w hotelu w Deirze: pojedź na lotnisko autobusem, oszczędzisz 100. Recepcjonista chyba też dziś nie lubi taksówkarzy.

W naszym nowym hotelu jest informacja, w którą stronę jest Mekka, i w którą należy się modlić. Pierwszy raz takie coś widzę. Do Mekki też chciałbym pojechać, ale jest absolutnie niemożliwe (tylko dla muzułmanów).


Leave a comment