Półwysep Khasab


Płyniemy szalupą
Dziś jestesmy w Khasab – enklawie Omanu w północnej części tego kawałka półwyspu arabskiego. Ale jeśli myślicie, że druga część Omanu przypominającą Obwód Kalinigradzki, jest dziwna to gdzieś po drodze mijaliśmy enklawę Omanu w kształcie obwarzanka z ZEA w środku i dookoła. Khasab leży na półwyspie Masandan, który jest bardzo ważny ze względów strategicznych, bo pozwala kontrolować cieśninę Hormuz i wejście do Zatoki Perskiej (zwaną po tej stronie Zatoką Arabską). Port w Khasab nie jest wystarczająco głęboki, żeby mógł do niego wpłynąć nasz statek, więc stoimy na kotwicy, a do portu płyniemy naszymi szalupami ratunkowymi. Strasznie skomplikowany włoski system kolejkowy na szczęście nie był potrzeby i nie było wielkich kolejek. Płynąc widzimy małe motorówki irańskich przemytników tanich papierosów.

dubaj9-1

dubaj9-2

dubaj9-3

dubaj9-4

dubaj9-5

dubaj9-6

Khasab

Miasto Khasab nie jest szczególnie duże (12 tys.) ani piękne i absolutnie nie wiem, z czego ludzie tu żyją, bo w okolicy nie rośnie zupełnie nic, nawet trawa. Być może teraz utrzymują się z przemytu (Iran jest stąd 50 km) i turystów, ale kiedy to miasto powstawało, nie wiem, co mogło zaoferować osadnikom. Po drodze z portu do miasteczka widzimy zarówno małe, klockowate chaty jak i domy miejscowych cyganów. I choć po mieście włóczą się kozy, to mieszkańcy jeżdżą jeepami i miasto nie wygląda biednie. W mieście jest też zaskakująco duży meczet (podobny do Maskatu), do którego udaje się wejść (Agnieszki nie wypuszczają, bo nie ma spódnicy do kostek). Szybko zauważamy, że oprócz kilku kafeterii i targu, na którym sprzedają tylko cebulę, coś dyniowatego i siano dla kóz, miasteczko nie ma za wiele do zaoferowania. W mieście widać dużo państwowych (sułtańskich?) inwestycji, zarówno w budowie, jak i zabudowań wojskowych.

dubaj9-7

dubaj9-8

dubaj9-9

dubaj9-10

dubaj9-11

dubaj9-12

dubaj9-13

dubaj9-14

dubaj9-15

dubaj9-16

dubaj9-17

dubaj9-18

Półwysep Masandam

Robimy więc to, co wszyscy w Khasab – płyniemy na wycieczkę po miejscowych zatokach. Półwysep Masandam jest zwany „Norwegią Arabii”, bo są tu fjordy, ale moim zdaniem to trochę przesada. Wycieczka wykupiona na statku kosztowała 80e za osobę, a u lokalnego Hindusa zapłaciliśmy ok. 25e (a właściwie 18 riali i 9 dirhamw ZEA). Płynęliśmy tradycyjną arabską łodzią dhow, co było fajne, bo rozwalaliśmy się na poduszkach i dywanach. Rejs trwał 3h, co było już trochę mniej fajne, bo całą wycieczkę terroryzowała wielka hinduska lub indonezyjska rodzina, a właściwie to ich dzieci. Po drodze widzimy pływające delfiny, przez co dzieci robią tak niesamowity pisk, że nawet Agnieszka zastanawia się, gdzie można by je po drodze wysadzić. Od fjordów wolimy chyba miasta, ale może to wina dzisiejszej kiepskiej widoczności.

PS. W Omanie wszystko jest białe: domy, samochody i ciuchy (męskie) i to chyba lepszy pomysł na radzenie sobie z upałami niż klimatyzacja.

PS 2. Na statku dowiedzieliśmy się, że za niepicie drinków (w ZEA nie piję alkoholu) wisimy 72e. No ale nie będę się kłócił, bo w dubajskich hotelach też są wszędzie ukryte koszty, a tu na pewno lepiej gotują. Mamy ostatnio wrażenie, że omija nas tu jakaś gruba impreza, bo wieczorem wszyscy chodzą w szpikach i garniturach.

PS 3. W nocy widać światła platform wiertniczych na Zatoce (po jednej stronie używa się pojęcia Zatoka Perska, a po drugiej Zatoka Arabska, więc żeby unikać napięć politycznych po angielsku mówi się po prostu Zatoka)


Leave a comment