Suk w Maskacie


dubaj7-1

dubaj7-2

dubaj7-3

Prawdziwa Arabia
Po drodze widzimy, że tu meczety wyglądają zupełnie inaczej, w perskim(?) stylu. Mają prostą bryłę i kolorowe banie kopuł oraz minaretów. Wyglądają jak meczety w Azji środkowej np. w Samarkandzie. Po drodze rzucamy jeszcze okiem na słynną operę (budynek jest w stylu arabskim, ale grają po włosku światowe hity) – również dumę Maskatu (powstała z inicjatywy sułtana, wielkiego fana opery). Przez brak europejskiej architektury i wrażenie bycia – ujmę to delikatnie – poza centrum świata, miasto sprawia naprawdę egoztyczne wrażenie. Tutaj też nikt (poza Hindusami, którzy jednak nie dominują nad miejscowymi) nie chodzi ubrany po europejsku. Po drodze rzucamy jeszcze okiem na słynną operę (grają po włosku światowe hity) – również dumę Maskatu (powstała z inicjatywy sułtana, wielkiego fana opery). Ale ludzie ubierają się tu inaczej, niż na północy: mężczyźni nie noszą gutry (arafatki z obręczą do wiązanie wielbłądów na czubku), tylko wiążą szare chusty w coś jakby mały turban i białą szatę. Kobiety nie wiążą czarnych szat, tylko noszą rozpuszczone, przez co wszystkie wyglądają bezkształtnie; pod chustą przebija jakieś bardziej kolorowe ubranie.

dubaj7-4

dubaj7-5

dubaj7-6

dubaj7-7

Stare Miasto
Taksówkarzowi każemy się podwieźć na stare miasto. Pijemy herbatę i korzystamy z miejskiego Internetu (mam nadzieję, że dzienniki się wysłały. Moja herbata (zatar) smakuje, jakby ktoś zaparzył marynatę do mięsa, ale Agnieszka dostaję całkiem dobrą herbatę z gniecioną korą cynamonu. Tutaj też nas nagabuje sułtan (a dokładniej wchodzi w zdjęcie Agnieszki) oraz wszechobecne proporczyki i flagi Omanu (muszą go tu strasznie kochać). Riale wyciągamy z jednego z wszechobecnych tu bankomatów (generalnie za granicą nie ma tak dużo bankomatów jak w Polsce, ale w Omanie jest).

dubaj7-8

dubaj7-9

dubaj7-10

dubaj7-11

dubaj7-12

dubaj7-13

dubaj7-14

dubaj7-15

dubaj7-16

dubaj7-17

dubaj7-18

dubaj7-19

dubaj7-20

dubaj7-21

Suk
W Muttrah znajduje się suk (bazar) dla turystów, ale okazuje się nie taki zły: Nikt nikogo nie nagabuje, wszyscy się uśmiechają, ceny są napisane (i tak trzeba się targować, ale przynajmniej punkt wyjścia jest całkiem rozsądny) i na pewno jest taniej niż w Dubaju. Wiele produktów pochodzi z Indii i Pakistanu (jak też sprzedawców), bo Oman właściwie… graniczy przez morze z Pakistanem. Popularną pamiątką stąd jest kadzidło (w ogólenad brzegiem morza stoi wielka kadzielnica), ale naszym zdaniem ma raczej przykry zapach. No i oczywiście typowe arabskie przyprawy, ciuchy ala harem, chustki, mosiądze.

dubaj7-22

dubaj7-23

dubaj7-24

dubaj7-25

2:500 riali omańskich za metr bieżący (i teraz przelicz to szybko na złotówki)
Targ szybko zmienia się w bardziej lokalny (trudno mi uwierzyć jakoś, żeby zagłębie krawców szyjących raczej na afrykańską modłę celowało w turystów z rejsu), gdzie kupujemy dla Agnieszki piękne, kolorowe materiały u Hindusa (po 25 zł z metra, ponoć jedwab). Na suku (nie wiem, czemu tu się używa tego słowa, przecież „bazar” też pochodzi z arabskiego) uczymy się dziwnego liczenia tutejszych pieniędzy: 1 rial ma tak dużą wartość, że dzieli się go na ułamki („poł rial”) lub tysięczne części. Na targu można też dostać chińskie podkoszulki, palmowe szczotki (takie co w Polsce robią z brzozowych witek) i wypić „arabskie piwo” czyli wyciskany sok. Po południu z nieznanej mi przyczyny targ się zamyka (jest niedziela, ale w świecie arabskim to dzień pracy).


Leave a comment