Okunoshima


Droga
Wczorajszą bezsensowną wspinaczkę wynagradza nam widok na wyspy na Morzu Wewnętrznym. Po nieporozumieniu z obsługą hotelową (wczoraj byli bardzo sympatyczni młodzi ludzie, którzy nie robili problemów, a dziś jakaś marudna baba) zostawiamy w nim bagaże i wyruszamy na wycieczkę na Okurozimę zwaną Wyspą Królików. Okazuje się, że w samym Okunomichi też jest wiele atrakcji turystycznych, ale chyba lokalnych, bo nasz przewodnik nic o nich nie wie. Śniadanie jemy w dworcowej piekarni, bo – po złych doświadczeniach z japońskimi śniadaniami (fermentowana soja, ryż, wodorosty) – nie jemy ich w hotelach. Na razie jedziemy pociągiem do promu w Tadanoumi i już jestem pewien, że na takiej prowincji jeszcze nie byliśmy. Na drugą przesiadkę czekamy ponad godzinę, a pociąg ma tylko dwa wagony. To jakaś bardzo lokalna linia z jednym torem. Po drodze widzimy trochę morza i plaży, ale też troche stoczni i innego morskiego przemysłu. Przez całą (teraz już bardzo krótką) drogę widzimy piękne, zielone i górzyste wyspy japońskiego Morza Wewnętrznego. Wypijamy matche z mlekiem (90y) i idziemy na prom na Wyspę Królików. Wycieczka na wyspę królików to świetny pretekst, by zobaczyć tak bardzo prowincjonalną Japonię.

japonia17

japonia17

japonia17

japonia17

japonia17

japonia17

japonia17

japonia17

japonia17

japonia17

japonia17

japonia17

japonia17

japonia17

japonia17

japonia17

japonia17

japonia17

japonia17

OkunoshimaWyspa Królików to pewnością najbardziej urocza atrakcja turystyczna Japonii. Na wyspie, na która przyjechaliśmy z jeszcze tylko kilkoma turystami znajdują się stare wojskowe laboratoria broni chemicznej, linia wysokiego napięcia i setki królików. Nie ma tu żadnego sklepu ani tym bardzie domów mieszkalnych. Są tylko tu tylko dzikie plaże, dużo roślinności no i króliki, które szybko nas wchodzą. W czasie drugiej wojny światowej na wyspie pracowano nad trującymi gazami, a króliki służyły za obiekt eksperymentów. Dziś z laboratoriów niewiele zostało, a nie niepokojone króliki przejęły we władanie wyspę. Trochę leżymy na plaży (woda bardzo przejrzysta, ale za zimna na pływanie), wchodzimy na wzgórza dla lepszego widoku i bawimy się z królikami. Gdy wyjmujemy kupione dla nich na lądzie jedzenie, szybko czujemy się jakby oblazły nas żywe poduszki. Bardzo ciekawa wycieczka na dziką, rajską wyspę pełną królików.

japonia17

japonia17

japonia17

Droga do Hiroshimy
Obiad (3400y!) zjedliśmy w restauracji rybnej w Miharze – sushi sashimi (takie sobie) i smażone brzuszki łososia (pyszne). Wracamy (na górę :/) po bagaże i jedziemy do Hiroshimy. Obsługa hotelu nas uratowała (musieli naprawdę przejąć się moim wczorajszym stanem) i zwieziono nas (i nasze bagaże przede wszystkim) na dół na stację. Do Hiroshimy jedziemy pociągiem przyspieszonym (czyli nie shinkansen, ale ten z siedzeniami w metro), ale za to bezpośrednim. Powinniśmy być o 20, a dojazd do hotelu tan jeszcze nie ogarnięty (nie ma Internetu :/). Ogólnie to czym dalej jedziemy na zachód to Japonia robi się bardziej prowincjonalna – infrastruktura jest trochę gorsza, ale za to jest znacznie więcej terenów zielonych.

Luźne:
• Tutaj kobiety (i faceci czasem też) w ogóle nie korzystają z wózków dla dzieci. Noszą je w takich plecakach-nosidełkach na klatce piersiowej.
• Japonia to ponoć najbezpieczniejszy kraj na świecie i wydaje nam się, że to prawda. Choć przejechaliśmy pół Japonii, to nie widzieliśmy jeszcze nikogo, na kogo trzeba by uważać.
• Nigdzie oprócz hoteli nie ma tutaj normalnego wi-fi. Na dworcach, w pociągach, na mieście są tylko jakieś dziwne otwarte hotspoty operatorów komórkowych z siecią otwartą, ale z płatnym logowaniem na serwerze.


Leave a comment