Arashiyama


japonia13

japonia13

japonia13

japonia13

japonia13

japonia13

japonia13

japonia13

japonia13

japonia13

japonia13

japonia13

japonia13

japonia13

japonia13

Arashiyama
Dziś znów jedziemy pod Kyoto (nie mówiłem, że w tym mieście wszystko jest od siebie za daleko?), żeby zobaczyć słynny bambusowy gaj. Mam nadzieję, że okaże się ciekawy, bo specjalnie dla niego niosę na plecach teleobiektyw. Wysiadamy jednak na złej stacji kolejowej i wszystko oglądamy w odwrotnej kolejności niż wszyscy. Zaczynamy więc wycieczkę od Świątyni Spokojnego Smoka z listy UNESCO. Świątynia ładna, ale chyba zbyt często rozdają te oznaczenia World Heritage UNESCO. Świątyni towarzyszy ogród zen, który przetrwał bez większych zniszczeń od XIII w. Pod dachami kręcą się jaskółki. Te buddyjskie świątynię zen w Kyoto są inne niż shinto – przede wszystkim tutaj są normalnie pawilony, po których się chodzi i suche, minimalistyczne ogrody. Kaplice shinto to raczej wiele małych altan i kapliczek, w których modli się przed wejściem. Ścieżka przez bambusowy las, nie wygląda tak pięknie, jak na zdjęciach. Owszem, gaj (grove) jest gęsty, ale jakoś nie robi na nas ogromnego wrażenia. Może to nie jest najlepsza pora roku lub dnia? A może to przez tłumy turystów fotografujące się na ścieżce? Z Arashiyamy wydostajemy się wąskotorówka do turystów – Sagano scenic railway. Widoki są owszem, sympatyczne, niestety prawie wszystkie po drugiej stronie niż nasze okna.

japonia13

japonia13

japonia13

japonia13

japonia13

Sagano
Po przejechaniu wzgórz i przełomów rzeki, znów znajdujemy się na równinie. Po wyjściu widzimy pola ryżowe i trochę wątpliwych atrakcji turystycznych typu kucyki, dorożki i paczka truskawek za 500y/15zł. Oglądamy sobie z bliska pola, a właściwie bajora ryżowe i idziemy do stacji Kolei Japońskich, żeby wrócić do miasta w ramach naszego biletu JR Pass. Powrót zwyczajną kolejką okazuje się równie malowniczy w tych momentach, w których akurat nie jedziemy tunelem. Na ulicach Kyoto zdaję sobie sprawę, że łatwiej tu zobaczyć kobiety w kimonach niż w maskach na twarzy, czego się zupełnie nie spodziewałem.

japonia13

japonia13

japonia13

Shimogyo
Dzisiaj zmieniamy też nocleg – raz, bo jest dwukrotnie tańszy, a dwa – bo bardziej w mieście. Wyjechaliśmy rano z hotelu zostawiając bagaże w recepcji, bo nie chcieliśmy marnować cennego dnia w Kyoto na przeprowadzanie się (naprawdę, potrafiło nam to rozwalić dzień). No niestety później okazuje się, że przeprowadzka nie był taki dobry pomysł, bo nasz nowy nocleg znajduje się daleko od wszelkiego transportu, a najbliższy sklep kombini jest jakieś 10 min marszu. Nagle okazuje się, że nasza sypialnia pod 20km po Kyoto była lepiej położona, bo od stacji było 100m a od sklepu 50… No i znowu mordęga z tymi przewracającymi się walizkami. W naszej okolicy są tylko stare domy, bloki i jakieś zabudowania buddyjskie – nowoczesne klasztory i świątynie. Sam nocleg to po calkowicie wirtualnie obsługiwane mieszkania na wynajem – klucz znaleźliśmy w skrzynce na listu, do której kodem był mój nr telefonu.


Leave a comment