Kamakura


japonia9-1

japonia9-2

Fujisawa
W Fujisawie zostajemy do jutra, bu musimy trochę odpocząć. Nie jest tu zbyt pięknie, ale mamy tani hotel i wszystko jest blisko – w okolicy jest stacja kolejowa, tramwaj i dworzec autobusowy, sklepy, targi, jedzenie na wynos i pralnia. Gdzieś niedaleko jest też podobno plaża. Wszystko czego trzeba do resetu. Okolica nie różni się specjalnie od Tokio – wąskie ulice, po których jeżdżą głównie rowery i chodzą piesi (tu nie robią chodników za bardzo), a wokół gęsto bloki. Znalazły się nawet ulubione w Hongkongu kładki dla pieszych. I prawie wszystkie lokale na parterze to sklepy, kawiarnie, jedzenie – takie centrum miasta prze stacji. Te sklepy typu kombini to tutaj prawdziwa instytucja – bankomat dla zagranicznych kart, kawiarka, gotowe jedzenie, które na miejscu mogą Ci podgrzać lub zalać, jakieś książki i elektronika. My np. jedliśmy na kolacje paczkowane tortille, bo już zaczynamy mieć dość fermentowanych smaków japońskiej kuchni.

Odkryliśmy dobry sposób na tanie spanie – takie hotele-sypialnie przy stacji, bo są tanie i zawsze z łazienką. Pokój to trochę klitka, no ale właśnie to jest hotel raczej dla tych którzy się spóźnili na pociąg i tylko chcą przespać. Hotele w danej miejscowości, w której są jakieś atrakcje turystyczne są bardzo drogie (400-1400 zł), a już kilka stacji dalej za ok. 200. Japonia jest tak świetnie skomunikowana koleją, że nie jest to żaden problem (działa też ten nasz miesięczny).

japonia9-15

japonia9-11

japonia9-17

Kamakura
Do miasteczka znanego ze świątyń i 16-metrowego pomnika buddy jedziemy prywatną kolejką, która jedzenie ponad ulicami miasta. Kolejka ma tylko jeden tor i mija o kilkadziesiąt centymetrów domy. Właściwie przez całą drogę widzimy bardzo gęstą zabudowę piętrowych domów – niektóre stoją nawet metr od siebie. Po co budować dom, gdy działka będzie mniejsza niż powierzchnia łazienki? Ta południowa Japonia nie specjalnie nam się podoba.

japonia9-3

japonia9-4

japonia9-5

japonia9-6

japonia9-7

japonia9-8

japonia9-9

japonia9-10

Świątynia Hase-dera
W Karakurze oglądamy naprawdę ładną świątynię buddyjską, która słynie z wielkiej ilości małych figur Buddy. Gdy Japończycy pomylą się w ich liczeniu, zwalają winę na figurki, mówiąc, że ich ilość się zmieniła (#suchelegendyprzewodników). Świątynia różniła się trochę od tych shintoistycznych np. palono w niej kadzidło, mnisi byli ogoleni, a postacie na ołtarzach złote i prawie w ogóle niepowykręcane. Najbardziej podobały nam się bardzo ładne ogrody i gaje bambusowe. Zwracała też uwagę kaplica Buddy opiekującego się zmarłymi(?) dziećmi, któremu składano ofiary z zabawek i cukierków. Na terenie świątyni była też jaskinia z ołtarzami lub grobami (pierwszy raz coś takiego widzieliśmy) i kapliczka shinto.

japonia9-11

japonia9-11

japonia9-11

japonia9-11

Wielki pomnik Buddy
Następnie poszliśmy pod wielki pomnik Buddy, bojąc się czy zdążymy przed zamknięciem. Wielki Budda to najbardziej charakterystyczny zabytek Kamakury, więc prowadził do niego rząd kramów z pamiątkami. Skusiliśmy się na jakiś miejscowy „Japanese delight”, który okazał się niesłodkim, fasolowym kremem. Na szczęście kuliśmy tego tylko jedną sztukę – na straganach sprzedawano paczki z tymi ciastkami jako dobry pomysł na prezent. Pamiątki na straganach w ogóle były kosmiczne – lizaki w kształcie Buddy (chociaż w sumie w Rzymie widziałem lizaki w kształcie Jana Pawła II), Buddowie-poduszki, Budda na skarpetkach i bardzo dziwne kijki z wizerunkiem tego buddy, które skrzeczały po ściśnięciu… i to wcale nie jest cała lista dziwactw. Były też miejscowe wersje ciupag – bambusowe katany i gumowe shurikeny. My też coś kupujemy, bo pierwszy raz właściwie mnie stać na pamiątki. Do tej pory zadowalałem się raczej zbieraniem ulotek i przypadkowych śmieci.

Sam Budda, jak Budda – tylko 16-metrowy i z oknami na plecach. Wszyscy robili sobie z nim selfie, a wokół kręciło się kilku mnichów (jeden zrobił nam zdjęcie instaksem). Wycieczki szkolne robiły sobie zdjęcia na jego tle, a pan fotograf starał się jakoś ogarnąć ten cały bałagan. Tutaj często widzimy ludźmi np. obwieszonymi dwoma Nikonami z lampami albo ludzi chodzących ze statywem. Fotografia w Japonii to chyba bardzo modne hobby (tak jak w Chinach). Kupiliśmy też kilka talizmanów na szczęście dla dziecka Ani i Wiktora.

japonia9-11

japonia9-11

japonia9-11

japonia9-11

japonia9-11

japonia9-11

japonia9-24

japonia9-11

Plaża
Kamakura leży nad morzem, więc resztę dnia chcieliśmy spędzić na plaży. Niestety, od razu po wejściu okazało się, że jest to najbrzydsza plaża jaką widzieliśmy. Szara, brudna i pełna wodorostów, a nad wodą unosiła się mgła, dym lub smog. Nasz wyjątkowo krótki pobyt na plaży okazał się jednak owocny, bo znaleźliśmy wielką jak dłoń spiralną muszę (ciekawe, czy pozwolą nam ją przewieźć przez granicę?). Nie wiem, co z nią do końca zrobić, żeby ją przewieźć normalnie do kraju. Kto wymyśli dobre rozwiązanie dostanie butelkę wina ume. Na razie ją umyłem. W ogóle to zaczyna się robić ciepło – dziś było 27*, a jutro w Kyoto ma być 33*.


Leave a comment